Przemoc w rodzinie

Przemoc domowa inaczej

Przemoc psychiczna

Bierna agresja

To ja… Narcyz się nazywam!

Trzepot skrzydeł

Toksyczny związek

Tematyka: sygnały ostrzegawcze, czerwone flagi, oznaki niebezpieczeństwa, alarmujące znaki, toksyczny związek, toksyczne związki, związek z narcyzem, relacja z psychopatą, problemowe związki, jak się chronić, kiedy uciekać, kiedy się ratować, kiedy zerwać, kiedy się niepokoić.

Fazy toksycznego związku:

Toksyczny związek. Sygnały ostrzegawcze:

Toksyczny związek ze zdrajcą:

Dlaczego tkwisz w toksycznym związku:

Toksyczny związek i jak się od niego uwolnić:

Życie po toksycznym związku:

Jak uodpornić się na toksyczne związki?

Toksyczna miłość. Toksyczne związki

Bierna agresja

To ja… Narcyz się nazywam!

Trzepot skrzydeł

Psychobiologia i emocjonalne przyczyny chorób

Dr n. med. Marzanna Radziszewska – Konopka: lekarka z ponad trzydziestoletnią praktyką łączy empiryczną wiedzę z dziedzin RecallHealing, Totalnej Biologii i Biologiki z dowodami naukowymi akademickich nauk biologicznych. Stworzyła szkołę „Vedica Akademia Psychobiologii”.

Żadna choroba nie jest dziełem przypadku. Manifestuje się zawsze precyzyjnie – w tkance ściśle powiązanej ze sposobem, w jaki reagujemy na problemy, które pojawiają się w naszym życiu.

Psychobiologia odkrywa tajemnice problemów emocjonalnych i zdrowotnych w zakamarkach naszej psychiki, w projekcie, który tworzą nieświadomie nasi rodzice przez wiele miesięcy przed naszym poczęciem oraz w historii naszego rodu. Pozwala przyjrzeć się im z nowej perspektywy. Nie jesteśmy skazani na ciągłe niepowodzenia ani na choroby. Zrozumienie praw natury pozwala na pełne przejęcie odpowiedzialności za swoje życie i zdrowie.

Tematy powiązane:

Pamięć komórkowa i omnipotentna komórka macierzysta?

Pola morficzne

Niegenowe dziedziczenie

Bierna agresja

Czym są zachowania bierno-agresywne, znane też jako pasywno-agresywne i jak można próbować się przed nimi bronić.

Zobacz też :

Gaslighting. Najokrutniejsza i najbardziej wyrafinowana forma przemocy.

Gaslighting – ofiary przemocy cierpią w milczeniu

Trzepot skrzydeł

Poniższy tekst jest kompilacją fragmentów wybranych z książki Katarzyny Grocholi pt. „Trzepot skrzydeł”, wydanej w Krakowie, w 2008 roku, przez Wydawnictwo Literackie.

Czuję jeszcze czasami trzepotanie, ale to nie strach, to może skrzydła, jeszcze zwinięte we mnie, jeszcze nie rozprostowane, a może to skrzydła Opiekunów, już nie boję się tego trzepotu, tylko wsłuchuję się, żeby rozpoznać, gdzie mnie prowadzi.

[…]

Świata nie ma, kiedy ktoś cię upokarza. Świat zewnętrzny przestaje istnieć. Nie ma rodziców, nie ma prawników, nie ma terapeutów, nie ma przyjaciół. Jesteś tylko ty i on. Oprawca. Od niego zależy, czy się wyśpisz, czy nie, czy zatrzyma samochód na stacji benzynowej, jeśli chce ci się siusiać, czy nie, i będziesz musiała cierpieć do samego domu, czy dzień będzie udany, czy nie. Czy przeżyjesz ten dzień, czy nie.

O tym wszystkim wiesz dopiero wtedy, kiedy z nim żyjesz. Nie wcześniej. To jest tak, jak doświadczenie śmierci, o tym, jaka ona jest, wiedzą tylko ci, co już umarli.

[..]

Ślub był właściwie udany, bardzo chciałam, żeby również na samochodzie były blade róże, och tak, wiem, że to sztampa i kicz, ale tak sobie kiedyś wymyśliłam, a w tym dniu marzenia się spełniają, ale on nie kupił tych róż, bladych, które miały leżeć na masce przed moimi oczami, przed oczami innych, tych róż, które miały przyjmować uśmiechy ludzi: „patrz, patrz, do ślubu jadą”, nie kupił, taka drobnostka, takie nic, taka obietnica bez spełnienia, nieważna.

– O jej, zapomniałem, to co, przecież nie rozmyślisz się z powodu takiego głupstwa? Nie psuj nam tego specjalnego dnia! No, nie wygłupiaj się… No, kochanie…

I kochanie udało, że to nic ważnego, chociaż to było dla kochania ważne.

[…]

Powiem Ci, co usłyszałam, jak obwieściłam, wszem i wobec, że wychodzę za mąż.

– Wiesz, co robisz?

– Zdajesz sobie sprawę, że małżeństwo to odpowiedzialność?

– Czy nie za wcześnie?

– Przecież go prawie nie znasz…

– Co ty wiesz o życiu, dziecko…

– Zastanów się…

Jakby nie pamiętali, że jestem dorosła, że przecież już kiedyś czekałam, że już przecież kiedyś kochałam, on nie był moją pierwszą miłością, pierwszy był Marek i już kiedyś uważałam, już było za wcześnie, już kiedyś prawie go nie znałam, przez dwa lata nie zdążyłam go poznać, już to wszystko było za mną, że nie wiem nic o życiu, teraz był czas, żeby się nie zastanawiać. Teraz to było naprawdę. Chciałam wyjść za mąż. Chciałam, żeby został moim mężem. Nie potrzebowałam niczyjego pozwolenia, ani rad. Byłam dorosła.

[…]

A ktoś, nie powiem Ci kto, powiedział, ale tak jakoś inaczej powiedział, nie tak, że się ucieszyłam:

– No, ty zawsze miałaś szczęście!

Nikt nie powiedział:

– Cudownie!

– Jak pięknie jest kochać!

– To fantastycznie!

I nikt nie powiedział o moim przyszłym mężu:

– Ten to ma szczęście!

Nikt.

[…]

– Jeśli już raz był żonaty to…

– Nieprawda! – krzyczałam, nie słuchałam, ale krzyczałam. – Nieprawda!

Bo ja, tylko ja, wiedziałam, jakie to było dla niego bolesne, jakie straszne, tylko mnie i nikomu innemu opowiedział o cierpieniu i rozczarowaniu i nikt, nie miał prawa osądzać go tylko dlatego, że miał już w życiu jakąś żonę…

– Och, ona? Krysia się zupełnie nie liczyła – mówiła matka mojego przyszłego męża i gładziła mnie po ramieniu – nie warto o czymś takim wspominać – jej usta wydymały się, jakby mówiła o śluzowatych stworzeniach, przezroczystych jadowitych meduzach – bardzo go skrzywdziła, bardzo, on na to sobie nie zasłużył, prawdę powiedziawszy, ona była niezrównoważona emocjonalnie, ale kto to mógł wiedzieć? Takich rzeczy się nie wie wcześniej…

[…]

A potem matka mojego męża pocałowała mnie właściwie serdecznie i powiedziała, że to był bardzo ładny ślub, chociaż ślub z Krystyną był bardzo piękny, i przyjęcie jest miłe, chociaż przyjęcie na pierwszym ślubie syna było w wynajętej restauracji, ale tu też jest doprawdy bardzo, ale to bardzo miło, i że z całego serca życzy mi szczęścia, bo jej syn jest cudownym chłopcem, choć, oczywiście Krysia tego nie umiała docenić, ale ja, ja to co innego…

A potem mój teść pocałował mnie serdecznie w oba policzki, klepnął w pośladek i powiedział:

– Zdrowia, zdrowia i szczęścia, bo zdrowie to i ci na Kursku mieli, ha, ha!

I dodał:

– Krysiu

Choć mam na imię Hanka.

[…]

Zawsze byłam ufna, łatwowierna, naiwna. Dzisiaj tak myślę, żeby się usprawiedliwić.

[…]

Wyszłam za mąż, mimo że miałam być drugą żoną.

To dobrze, myślałam, to dobrze, bo on już wie, już się sparzył, już zrozumiał, co jest ważne, jakich błędów nie popełniać, a ja wierzę i ufam, i nie boję się, bo przecież nie przekreśla się człowieka tylko dlatego, że był kiedyś żonaty, niedawno, krótko, to była pomyłka, człowiek nie jest doskonały, popełnia błędy, te błędy go nie dyskwalifikują, przecież człowiek może się pomylić, a poza tym to ona odeszła, on nie był winny rozpadu tego związku, tamta żona, Krystyna, odeszła i nawet mu o tym nie powiedziała, nie uprzedziła, nic, po prostu wrócił pewnego dnia do domu, a tam nie ma jej rzeczy, nie ma tapczanu, który był jej i jej książek nie ma ani płyt, i ani słowa; sąsiedzi wiedzieli o wszystkim, pomagali jej się pakować, znosili ten tapczan i te pudła, a on nie wiedział o niczym, jakie to straszne musiało być, jakie upokarzające być musiało, więc to nie jego wina była, to małżeństwo nieudane i krótkie.

I jak się potem nie mógł pozbierać, jak próbował rozmawiać, szukać kontaktu, wyjaśniać, ale niczego się nie dowiedział, bo ona odkładała słuchawkę, kiedy dzwonił, a potem zastrzegła numer, a potem zagroziła, że złoży doniesienie, jeśli ją będzie nękał, nękał! Tylko pozew przyszedł i w sądzie się spotkali. A przecież ludzie powinni się rozstawać w przyjaźni, prawda? Ale ona nawet tej szansy nie dała, tak jakby nie była żoną, jakby przechodniem była w jego życiu.

I on naprawdę cierpiał, właśnie wtedy go poznałam, smutny był i zrozpaczony był, aż bolało patrzeć.

– Już nie zaufam żadnej kobiecie – mówił, a ja wiedziałam, że to nieprawda, bo zobaczy, jaka jestem, zobaczy, że nie wszystkie kobiety są takie.

Chociaż jeszcze wtedy go nie kochałam, tylko serce mi się krajało, że mężczyzna tak może cierpieć.

I nienawidziłam Kryśki, tej jego pierwszej żony, i zazdrościłam jej, że tak ją kochał.

[…]

I kiedy tuż przed północą podniósł słuchawkę w moim domu, a był dopiero trzeci raz u mnie i nie prosiłam, żeby odbierał telefony, byłam tylko zdziwiona, że ktoś tak późno dzwoni. Nikt się nie odezwał, a on, mój przyszły mąż, wiedział już o Marku i śmiał się z niego, już wcześniej mówił: całe szczęście, powinienem mu wysłać kwiaty, że mi Ciebie zostawił, a ja kwitłam od tych słów… więc odebrał telefon i powiedział:

– Halo, halo.

I nikt się nie odezwał po tamtej stronie.

I wtedy powiedział:

– Nigdy więcej tutaj nie dzwoń, skurwysynu.

Patrzyłam, jak odkłada słuchawkę, jak uśmiecha się do mnie, wyciąga rękę i głos jego mięknie, przytula mnie do swojej koszuli, obejmuje ciasno i szepcze:

– Nikt już nie będzie Cię niepokoił.

Nareszcie! Mężczyzna, który wie, jak postawić granice, jak dać odpór przeszłości, nawet ten skurwysyn zbytnio mnie nie zabolał.

Nie. To był objaw głębokiej czułości. On chciał mnie chronić.

Poczuł się jak u siebie – cieszyłam się w duchu. – U mnie jak u siebie, to dobry znak.

Marek, z którym byłam dwa lata, nigdy nie odbierał u mnie telefonów. Więc jakoś mi to zaimponowało.

[…]

Oto zakazał im wszystkim nękać mnie głuchymi telefonami, opiekuje się mną, Troszczy się o mnie.

Cieszyłam się. Idiotka.

[…]

Byłam szczęśliwa.

Wiesz, myślę, że od zawsze szukałam kogoś, kto się mną zaopiekuje, przy kim będę się czuła bezpiecznie, niełatwo się do tego przyznać, bo to brzmi jak wyznania pensjonarki. Ale nie chcę Cię oszukiwać, nikogo… A może siebie? Nie tym razem.

Więc przy nim czułam się ważna, jedyna i chroniona.

[…]

Skąd miałam wiedzieć, że tak się potoczy moje życie? Że jak szukasz kogoś, kto cię ma ochronić i opiekować się tobą, to wysyłasz sygnał – jestem słaba?

Skąd miałam wiedzieć, że mężczyzna, który obejmuje cię i mówi: kocham cię, bądź moją żoną, będzie cię bił?

Biją mężczyźni analfabeci, tacy co nie znają francuskiego i angielskiego biegle, nie tłumaczą zawiłych tekstów, nie kończą fakultetów, nie pracują na dobrych stanowiskach. Biją ci, których nikt nie lubi. Biją prostacy spod budki z piwem, śmieją się, zapluwając przez zepsute zęby, bo jak się żony nie bije, to jej wątroba zgnije, tacy biją.

[…]

Naprawdę nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. I jak długo po ślubie?

Może wtedy, kiedy przyjechali na obiad jego rodzice.

Podałam polędwicę wołową zapiekaną w ziołach, tak jak chciał, a stół był pięknie przykryty białym haftowanym obrusem, myślisz, że mam za dużo pieniędzy, który kupiłam pod Pałacem Kultury, owalny ładny obrus i serwetki przy każdym nakryciu, i kwiaty na stole, o niczym nie zapomniałam.

– Wybaczcie – powiedział do swoich rodziców. – Hanuś następnym razem się postara.

Nienawidzę, kiedy mówi do mnie Hanuś, ale Hanuś się postara, oczywiście, mięso nie jest tak miękkie, a jego rodzice patrzą na niego z czułością, podniósł się, żeby otworzyć wino, wino dobre, nie byle jakie, zna się na winach, ale zapomniał dekantować, zapomniał otworzyć wcześniej i może dlatego jest zły na tę polędwicę, stanął za mną, pochylił się, pocałował mnie w czubek głowy, hej, zobaczcie:

jaką jesteśmy fajną dobraną parą!

jak kocham swoją żonę!

jak czule mówię do swojej żony, mimo że nie upiekła dobrze tej polędwicy!

mimo że mówiłem uważaj!

– pewno się zamyśliła, idiotka jedna, polędwicę krótko się dusi, potem twardnieje, a tak prosiłem, specjalnie mi zależało, mieliście przyjechać, to dla mnie święto, chciałem zrobić wam przyjemność, no, ale się nie udało dzięki mojej żonie, która nie umie się postarać, nie chciała się postarać, nawet o winie zapomniałem przez nią, już ja przywołam ją do porządku, jak wyjedziecie, ale…

A na razie pocałunek w czubek głowy:

– Prawda, kochanie?

Więc kochanie potakuje, uśmiecha się, i jego rodzice się uśmiechają, stanowimy taką ładną parę.

– Przykro mi – powiedział, siadając naprzeciwko mnie i biorąc moją dłoń w swoją rękę – po prostu to zlekceważyłaś. A w każdą robotę trzeba włożyć trochę serca. – I jego ręka ścisnęła mnie mocno, o wiele za mocno. – To się nie powtórzy, prawda?

– Prawda – powiedziałam krótko, bo coś zamarzło we mnie wtedy po raz pierwszy i wyrwałam swoją dłoń z jego uścisku.

[…]

Tak, to chyba wtedy zobaczyłam w nim coś przerażającego, ale mogło mi się przecież wydawać, a polędwica była za długo duszona, teraz wiem, że polędwica to delikatne mięso, wystarczy smażyć trzy minuty, na mocnym, ale nie za mocnym ogniu, można dodać masła do oliwy, tłuszcz jest wtedy gorętszy a mięso smaczniejsze.

I właściwie miał rację.

Mięso było trochę za twarde.

Nie postarałam się.

[…]

Za każdym razem się starałam i za każdym razem, to staranie było niewiele warte.

Ale jeszcze nawet nie wrzeszczał, tylko ten jego specjalny wyraz twarzy…

[…]

– Ty zawsze jesteś niezadowolona – powiedział kiedyś, spoglądając na mnie z pokoju, z kanapy, a ja zmywałam naczynia i po prostu nic nie mówiłam. Nie byłam ani zadowolona, ani niezadowolona, byłam myjąca naczynia.

– Mylisz się – powiedziałam i włożyłam do zlewu patelnię.

– Przecież widzę.

– Właśnie źle widzisz. – Z patelni nie chciał zejść tłuszcz, więc spryskałam dno płynem do mycia naczyń, żeby się „odtłuściła”, i zakręciłam kurek.

– Co ja robię, że jesteś taka? – smutny głos mojego męża zabrzmiał głośniej bez szumu wody.

– Jaka? – zapytałam i sięgnęłam po ścierkę do naczyń, bo jeszcze nie widziałam problemu.

Jeszcze wtedy odpowiedziało mi milczenie. Wytarłam talerze i schowałam do górnej czerwonej szafki, której nienawidziłam.

– Sama wiesz, jaka! Zastanów się nad sobą!

Już stał w drzwiach, ubrany w kurtkę, ze złym spojrzeniem.

Musiało chodzić o coś sprzed wycierania, usiłowałam sobie przypomnieć, bo nie wiedziałam, naprawdę nie wiedziałam.

– O co ci chodzi? – zapytałam, a pytałam jeszcze wtedy odważnie.

– O nic! Dobrze wiesz! – krzyknął i zamknął za sobą drzwi.

Zostałam w tej kuchni i w tym mieszkaniu sama, zdziwiona, tak, tylko zdziwiona, nieprawdopodobnie zdziwiona.

A potem zaczęłam się zastanawiać, co takiego zrobiłam, że wyszedł.

[…]

– Czy ty jesteś dobra dla niego? – zapytała moja mama.

– Oczywiście – powiedziałam.

I nie zapytała, czy on jest dobry dla mnie.

[…]

I dlatego o moją rodzinę postanowiłam walczyć. To, jaka będzie zależało tylko ode mnie.

Jeśli będę dobra, on też będzie dla mnie dobry.

On. Mój mąż. I przede wszystkim będzie.

[…]

Kiedy pierwszy raz mnie odepchnął tak mocno, że uderzyłam głową o ścianę w przedpokoju i upadłam, byłam pewna, że żałuję.

Wziął mnie na ręce, zaniósł do sypialni, przybiegł z lodem, Tulił mnie do siebie i mówił:

– Ja nie rozumiem, jak mogłem… Nie chcę żyć… – powtarzał z głową wtuloną w moje włosy, słyszałam gorączkowy, żarliwy i och! jakże prawdziwy szept: – Przysięgam, przysięgam, to się nigdy nie powtórzy, nie wiem, co się ze mną dzieje, tak bardzo cię kocham, tak bardzo nie chcę cię stracić…

I powiedziałam, głaszcząc go po głowie, po jego głowie, która go nie bolała, która nie pękała, która nie puchła:

– Nie martw się, kochany, nic się przecież nie stało…

Najgorsze, że byłam z siebie dumna. Że jestem taka dobra.

[…]

Skoro nie usłyszałam wcześniej dzwonów ostrzegawczych, to widać wina była we mnie.

[…]

Potem, co prawda, jak on mnie kopał i leżałam twarzą na dywanie, udawałam, że mnie nie ma, żeby jeszcze kopnął tylko raz, no, może dwa, bo jak się nie będę ruszać, to jaka będzie przyjemność z tego kopania, że kawy w domu nie było, leżałam cichusieńko na tym dywanie i w ogóle się nie ruszałam, i rzeczywiście, kopnął tylko trzy razy, a potem mnie zostawił, jeszcze tak chwilkę leżałam, bo to był właśnie ten moment, żeby Tamten mnie ocalił, ale go nie było.

Zapomniał? A może myślał, tak jak ja, ze skoro wyszłam za mąż, to mąż mnie ocali czy wybawi, czy uratuje, czy będzie chronił? Ale mężowie, których znałam, nie byli od chronienia, tylko od bicia i krzyków. Najpierw mówili: nigdy cię nie skrzywdzę. I to już być powinno dzwonkiem alarmowym, bo przecież człowiek, który nie ma zamiaru skrzywdzić, tak nie mówi.

No, czy jeśli spotykasz człowieka, to zapewniasz go od razu, że go nie zabijesz?

Że mu nie przypalisz papierosem brzucha?

Albo uprzedzasz kobietę, że jej nie uderzysz w twarz, tylko dlatego że włożyła spódnicę, a nie spodnie, a przecież tak prosiłeś?

Albo że jej nie uderzysz w głowę otwartą dłonią, mocno, w sam czubek, tak, że gwiazdy przenoszą się do tęczówek, bo włożyła spodnie, nie spódnicę, a przecież tak prosiłeś?

Albo, że nigdy nie powiesz, ty zjebana kurwo?

Prawda że nie?

[…]

Jak już zaczęłam, to chcę Ci powiedzieć o wszystkim, o czym dotychczas nie ośmieliłam się mówić.

Nie wiem dlaczego. Ale to jasne, że nie można przyjść do rodziców i powiedzieć:

– Mąż mnie bije

– Podbił mi oko.

– Wykręcił rękę.

– Uderzył.

– Uderza.

[…]

Ale nie mogłam o tym nikomu powiedzieć.

Bo będzie tak, jak w życiu bywa – skoro cię uderzył, to znaczy, że miał powód.

Przecież bez powodu nikt nikogo nie uderza.

Znienacka.

Krzesłem.

Pięścią.

Otwartą dłonią.

W nocy.

Rano.

Przed obiadem.

W łazience.

Nie, to przecież niemożliwe.

Sama się o to prosiła.

Może to lubi?

Gdyby nie lubiła być bita, toby odeszła, prawda?

[…]

Ręka boli, ale to nie przeszkadza, nie tak bardzo jak na przykład podbite oko.

Kto w tym państwie miewa podbite oczy?

Prostytutka?

Wariatka?

Awanturnica?

Złodziejka?

Alkoholiczka?

Otóż kobieta, która szuka guza.

Kobiety, które tak bardzo krzywdzą mężczyzn, że ci, mimo anielskiej cierpliwości, nie mogą nad sobą w końcu zapanować.

Prowokatorki.

Oraz, oczywiście idiotki, które mogły się zderzyć z otwartą szafką w kuchni.

Zawsze są jakieś otwarte drzwiczki, w które te kobiety trafiają tak nieszczęśliwie czołem lub okiem.

[…]

Siedzi naprzeciwko, głowa zwieszona, twarz skryta za mocnymi dłońmi. Nie widzę jego oczu, spomiędzy palców płyną słowa smutne i spokojne:

– Dlaczego ty mnie do tego zmuszasz? Co ja ci takiego zrobiłem.

[…]

Więc nie zauważyłam, że coś się dzieje z nim, tylko sądziłam, że coś się dzieje ze mną.

– Myliłam się co do niego – powiedziała Joasia – jest wspaniały.

– Nie miałam racji, wygląda na to, że on bardzo dba o dom – powiedziała moja matka.

– Ale masz cudownego męża – jęknęła w pracy Ewelina, kiedy przyszedł kiedyś po mnie.

Więc to ze mną coś było nie tak.

[…]

Łazienka nie ma okna, nie ma wyjścia. Ale można puścić wodę, wtedy nie słychać płaczu, można szerokim strumieniem puścić wodę do wanny.

– Co ty tam robisz?

– Piorę. – Odpowiedzieć szybko, zamoczyć sweter, a woda szumi i szeleści, połyka twoje łkanie i to może trwać i trwać, dopóki zwykle oporne łzy chcą płynąć.

A potem:

– Jak ty wyglądasz?

– Zatarłam oko proszkiem.

– Musisz uważać – troskliwe.

No jasne, że muszę uważać. Nie robię nic innego, tylko uważam. Uważnie patrzę i uważnie się budzę, uważnie wychodzę i z lękiem wracam, uważnie się kładę i uważnie udaję, że czytam. Uważnie gotuję, uważnie się myję, uważnie nakładam make-up na podbite oko i ślady na szyi.

Uważnie, żeby nie zauważył.

[…]

A ja byłam właściwie, szczęśliwa. Właściwie, to dobre słowo. Taka przykrywka do wszystkiego, czego nie chcemy powiedzieć. Właściwie dobrze, to znaczy, nie, nie dobrze, ale prawie źle, ale po co Ci o tym mówić.

[…]

Wszystko zmieniło się z dnia na dzień, kiedy złamał mi rękę.

Uderzył mocno, z całej siły drążkiem do ćwiczeń, półtorakilogramowym.

Wszedł tylko na chwilę do sypialni, myślałam, że skończył ćwiczyć i poszedł się przebrać, że nie ogląda telewizji, i zmieniłam program.

– Zawsze mi robisz na złość – wrzasnął i chwycił mnie jedną ręką, a w drugiej miał ten odważnik, czy tam coś, nie wiem, jak to się nazywa.

I uderzył.

[…]

Nie pamiętam pór roku ani miesięcy, nie pamiętam nic oprócz napięcia i poczucia, że po pracy trzeba jak najszybciej być w domu. Świat robił się coraz odleglejszy, nie pamiętam pogody, deszczów, mrozów i upałów, nie pamiętam zwierząt ani ptaków, nie pamiętam sąsiadów ani znajomych, którzy przecież od czasu do czasu bywali. Jego znajomych. Nie pamiętam zapachów, ani smaków, obejrzanych filmów ani wiadomości.

Pamiętam jak wykrzywiała mu się twarz, jak podnosił się prawy kącik ust, wiedziałam, że za chwile wybuchnie, więc uśmiechałam się, siadałam blisko niego, przytulałam się, a czasem głaskałam go po udzie, wtedy jeszcze seks odraczał jakiś nieświadomy wyrok za coś, czego nie byłam w stanie przewidzieć.

[…]

Świata nie ma, kiedy ktoś cię upokarza. Świat zewnętrzny przestaje istnieć. Nie ma rodziców, nie ma prawników, nie ma terapeutów, nie ma przyjaciół. Jesteś tylko ty i on. Oprawca. Od niego zależy, czy się wyśpisz, czy nie, czy zatrzyma samochód na stacji benzynowej, jeśli chce ci się siusiać, czy nie, i będziesz musiała cierpieć do samego domu, czy dzień będzie udany, czy nie. Czy przeżyjesz ten dzień, czy nie.

O tym wszystkim wiesz dopiero wtedy, kiedy z nim żyjesz. Nie wcześniej. To jest tak, jak doświadczenie śmierci, o tym, jaka ona jest, wiedzą tylko ci, co już umarli.

[…]

Całość fabuły oraz finał przykrych losów bohaterki, w cytowanej książce.

trzepot-skrzydel

Przemoc w rodzinie

Przemoc domowa inaczej

Przemoc psychiczna

Bierna agresja

To ja… Narcyz się nazywam!

Previous Older Entries

Stowarzyszenie Pomocy Rodzinie KARAWANA

Just another WordPress.com site

Piękno neurobiologii

Blog Jerzego Vetulaniego

Jestem za, a nawet przeciw

...obok przemyślanych i inteligentnych listów zdarzało mi się otrzymywać zapalczywe, choć niezbyt mądre listy od dwóch grup dogmatyków – fundamentalistycznych chrześcijan i fundamentalistycznych materialistów. Fundamentalistyczni chrześcijanie wmawiali mi, że jestem sługą Szatana i powinienem jak najszybciej poddać się egzorcyzmom. Natomiast fundamentalistyczni materialiści informowali mnie, że jestem kłamcą, szarlatanem, oszustem i skandalistą. Mimo tych drobnych różnic listy te były do siebie zdumiewająco podobne. Obie grupy cechowała niepohamowana zaciekłość oraz całkowity brak poczucia humoru, życzliwości i dobrych obyczajów. Te dwie straszne sekty jedynie pomogły mi utwierdzić się w agnostycyzmie, dostarczając dalszych dowodów na rzecz mojej tezy, że kiedy dogmat zakrada się do umysłu, ustaje wszelka aktywność intelektualna. [Robert Anton Wilson "Kosmiczny spust czyli tajemnica Iluminatów"]

VANDALSKIE i WENEDZKIE KORZENIE SŁAWIAN ZACHODNICH

"Czytaj wszystko, słuchaj każdego. Nie dawaj wiary niczemu, dopóki nie potwierdzisz tego własną wnikliwą analizą" William "Bill" Cooper

PRACowniA

Obudzić się. To wszystko.

Thoughts NOT Mine

gang stalking / electronic harassment / kontrola umysłu / gaslighting / targeted individual

savoir vivre i nowa klasa średnia

savoir vivre to piękne życie

Zdrowie w naturze

Twoje pożywienie powinno być lekarstwem, a twoje lekarstwo powinno być pożywieniem

Queen Poland

The biggest polish site about Queen