Masowe szczepienia nie są potrzebne

Rozmowa z prof. Marią Dorotą Majewską – neurobiologiem, który zajmuje się badaniem wpływu szczepień na Centralny Układ Nerwowy.

W jaki sposób zainteresowała się Pani naukowo tematyką szczepień?

Autyzm jest dziś najpowszechniejszą chorobą neurorozwojową, która w USA dotyka już ok 1 na 50 dzieci (1 na 30 chłopców); mówi się wręcz o jego epidemii. Tematyką powikłań poszczepiennych, a szczególnie związkiem autyzmu ze szczepieniami, zainteresowałam się po przeczytaniu kilku artykułów, które pojawiły się po pionierskiej publikacji wybitnego brytyjskiego gastroenterologa pediatrycznego, dra Andrew Wakefielda. W 1989 r. opublikował on wspólnie z kolegami w Lancet pracę opisującą zapalenia i owrzodzenia jelit u dzieci, które – według doniesień rodziców – zachorowały na autyzm regresywny wkrótce po szczepieniach MMR (przeciw odrze, śwince, różyczce). Badacze znaleźli odszczepienne szczepy wirusów odry w jelitach chorych dzieci.

Publikacja ta wzbudziła ogromne poruszenie w społeczeństwie, gdyż od połowy lat 80-tych dramatycznie wzrastała liczba dzieci autystycznych i nikt wcześniej nie proponował żadnego wyjaśnienia tego zjawiska, nie pojawiły się nawet hipotezy. Wreszcie rodzice zaczęli kojarzyć wystąpienie autyzmu ze szczepieniami i wielu zrezygnowało z dalszych szczepień. To zmniejszyło dochody producentów szczepionek i zapoczątkowało brutalną nagonkę koncernów farmaceutycznych, korporacyjnych mediów i establiszmentu medycznego na doktora Wakefielda. W rezultacie stracił on pracę oraz licencję lekarską w Wielkiej Brytanii i został praktycznie wygnany z kraju. Obecnie mieszka w Teksasie, USA, pracuje naukowo, publikuje, zajmuje się edukacją społeczną. Za karę (bez merytorycznego uzasadnienia) po latach wydawca wycofał z druku jego publikację, choć nadal pozostaje ona w publicznych rekordach. Współautor tej pracy, prof. J.A. Walker-Smith, który też był atakowany i pozbawiony licencji, pozwał do sądu brytyjski General Medical Council i wygrał proces o zniesławienie. Udowodnił, że oskarżenia przeciw niemu były sfabrykowane, by zdyskredytować przełomowe odkrycie związku autyzmu ze szczepieniami. Badania niezależnych naukowców i doświadczenia tysięcy rodziców potwierdziły występowanie zapalenia jelit u znacznego odetka dzieci autystycznych.

Dodatkowym bodźcem do zajęcia się tematyką szczepień była dla mnie publikacja Roberta Kennedy’ego Juniora, ujawniająca spisek establiszmentu medycznego i producentów szczepionek z 2000 r., którego celem było zafałszowanie i ukrycie przed społeczeństwem wyników badań wykazujących, że szczepionki zawierające rtęć powodują autyzm i inne choroby neurorozwojowe. Informacje o powikłaniach poszczepiennych pozwoliły mi też rozumieć własne oraz mojej rodziny negatywne doświadczenia ze szczepieniami.

Prowadziła Pani w ramach grantu od Komisji Europejskiej własny program badawczy dotyczący wpływu szczepień na schorzenia neurologiczne, w tym autyzm. Proszę opowiedzieć nam o tych pracach i ich wynikach.

W 2006 r. wygrałam europejski konkurs na projekt badawczo-edukacyjny i otrzymałam grant Katedry Marii Curie (z Unii Europejskiej) na przeprowadzenie badań nad biologią autyzmu. Prowadziłam je wspólnie z kolegami z Zakładu Farmakologii oraz z Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Podjęliśmy badania nad udziałem rtęciowego związku tiomersalu (thimerosalu), dodawanego do szczepionek w charakterze konserwantu, w etiologii autyzmu i innych zaburzeń rozwoju mózgu. Prowadziliśmy zarówno badania kliniczne na dzieciach jak i przedkliniczne na zwierzętach. Podanie oseskom szczurów iniekcji różnych dawek tiomersalu (z których jedna odpowiadała dawkom stosowanym u dzieci w szczepieniach) powodowało wiele anomalii neuro-rozwojowych: niewydolność ruchową, upośledzenie reakcji bólowych, nasilenie reakcji lękowych, zaburzenia interakcji społecznych, jak również istotne zmiany biochemiczne i neuropatologiczne w mózgu. Uszkodzenia mózgu u szczurów przypominały zmiany obserwowane u dzieci autystycznych; niektóre były wywoływane przez dawki stosowane w szczepionkach. Ponieważ szczury są mniej wrażliwe od ludzi na działanie większości toksyn, to znaczy, że tiomersal powoduje większe spustoszenia w mózgach dzieci niż u szczurów.

Badania przeprowadzone na dzieciach autystycznych wykazały pośrednio, że mają one niewydolne mechanizmy eliminowania rtęci z tkanek, dzięki czemu ten toksyczny metal dłużej utrzymuje się w ich organizmach i silniej je zatruwa niż dzieci zdrowe; podobne były obserwacje innych badaczy. Nasze badania wykazały także, że dzieci autystyczne mają silnie naruszoną gospodarkę hormonalną i produkują nadmierne ilości sterydowych hormonów androgenów, co może być skutkiem ich zatrucia szczepionkową rtęcią. Wysoki poziom androgenów przyczynia się do wielu zaburzeń zachowania u dzieci autystycznych.

Powołując się na różnorakie badania, wskazuje Pani w swych wystąpieniach na wpływ szczepień na rozwój autyzmu u dzieci. Jakie są Pani argumenty?

Większość wiarygodnych badań (kilkadziesiąt) przeprowadzonych przez naukowców niezależnych od firm farmaceutycznych w różnych krajach wykazało wpływ szczepień lub pewnych ich składników na rozwój autyzmu. Jedynie kilka publikacji sponsorowanych przez producentów szczepionek i obarczonych konfliktem interesu zaprzeczyło tym związkom. Z czasem ujawniono fałszerstwa naukowe tychże publikacji i dziś wiemy, że zostały napisane na zamówienie przemysłu farmaceutycznego i establiszmentu medycznego w celu zabezpieczenia wielomiliardowych zysków z handlu szczepionkami, jak i osłony urzędników, którzy tworzyli i egzekwowali programy szczepień.

Ważnym źródłem informacji o wpływie szczepień na rozwój autyzmu są też dane zebrane w amerykańskiej bazie danych VAERS (zarządzanej przez rządową agencję CDC – Centrum Kontroli Chorób), do której lekarze i rodzice dobrowolnie zgłaszają niepożądane powikłania poszczepienne (NOPy). Z szacunków FDA (amerykańskiej Agencji Leków i Żywności) wiadomo, że zgłaszanych jest nie więcej niż 5% wszystkich powikłań, co znaczy, że liczby zgłoszonych przypadków należy pomnożyć przez ok. 20, aby otrzymać szacunkowe liczby wszystkich prawdopodobnych NOPów. Od 1990 r. do VAERS zgłoszono 2432 przypadków autyzmu (x20 = ok. 40 000) oraz 1857 (x20 = ponad 30 000) przypadków zapalenia mózgu i encefalopatii. Autyzm to forma chronicznej encefalopatii.

Również analiza częstości zachorowań dzieci na autyzm wskazuje na korelację z liczbami stosowanych szczepień. Od roku 1975 do 2012 wprowadzono do kalendarza szczepień dla niemowląt w USA co najmniej 10 nowych szczepionek i w tym czasie zachorowalność na autyzm wzrosła 100-krotnie. W 1975 r. chorowało 1 dziecko na 5000, a w 2012 już 1 na 50.

Najważniejsze informacje pochodzą jednak od rodziców. Tysiące rodziców z całego świata donoszą poprzez Internet o tym, że ich normalnie rozwijające się dzieci cofnęły się w rozwoju i zachorowały na autyzm/encefalopatię wkrótce po jakichś szczepieniach. Najczęściej obserwowali te zmiany po szczepieniach DTP i MMR. Wiemy z badań, że inne szczepienia (zwłaszcza WZW-B) również mogą wywoływać autyzm. Z obserwacji rodziców i lekarzy wiemy też, że autyzm nie występuje wśród dzieci nieszczepionych (jedną z takich nieszczepionych populacji w USA jest społeczność Amiszów). Na związek autyzmu oraz wielu innych chronicznych chorób pediatrycznych ze szczepieniami wskazuje też niemieckie badanie sondażowe przeprowadzone na kilkunastu tysiącach dzieci.

Nie ma dowodów, by jakiekolwiek inne czynniki tak silnie jak szczepienia korelowały z epidemią autyzmu. Zaprzeczanie tym faktom przez establiszment farmaceutyczno-medyczny wskazuje albo na jego ignorancję i arogancję, albo na świadome okaleczanie dzieci dla zysków oraz w celu chronienia swych posad. Jedno i drugie jest niewybaczalne w obliczu milionów trwale okaleczonych lub zabitych przez szczepienia dzieci. Proszczepieniowy establiszment bezpodstawnie zaprzecza związkom autyzmu ze szczepieniami, lecz odmawia przeprowadzenia niezależnych, wiarygodnych badań porównujących zdrowie dzieci szczepionych i nieszczepionych, a nawet blokuje takie badania. To świadczy, że boi się ich wyników, bo doskonale zdaje sobie sprawę, iż one ostatecznie wykażą, że toksyczne, nadmierne szczepienia są odpowiedzialne za epidemię autyzmu, i to stanie się ich oskarżeniem.

Autyzm może wywołać zarówno indywidualna szczepionka, jak i kombinacje. Im liczniejsze i wcześniejsze szczepienia, tym większe ryzyko. Jak pokazują dane VAERS, nie ma szczepionek całkowicie bezpiecznych, każda może powodować NOPy i zgony, choć niektóre wyróżniają się szczególną toksycznością. Dlatego amerykański Sąd Najwyższy zawyrokował, że „szczepienia są nieuchronnie niebezpieczne”.

Oponenci zarzucają Pani nierzetelność, mylenie hipotez z dowodami, etc. Jak Pani ocenia te zarzuty? Ktoś podjął z Panią rzetelną dyskusję, czy skończyło się na epitetach?

Zacznijmy od pytania – kim są ci oponenci? Są nimi wakcynolodzy, producenci szczepionek oraz lobbyści, którzy żyją z reklam i handlu szczepionkami. Na całym świecie tacy ludzie są sowicie wynagradzani przez koncerny farmaceutyczne za szczepieniową propagandę. Żaden z nich nie jest w stanie przedstawić dowodu czy racjonalnego argumentu obalającego dane o NOPach (które przytaczam), bo są one dobrze udokumentowane, pochodzą z rządowych baz i statystyk, wiarygodnych publikacji naukowych oraz zeznań tysięcy rodziców. Dlatego ci oponenci posługują się wyłącznie epitetami. Podobnie jak ja atakowani są wszyscy naukowcy czy lekarze na świecie, którzy kwestionują bezpieczeństwo szczepień.

Jeśli chodzi o doświadczenie i rzetelność naukową, to jestem pewna, że żaden z tych oponentów nie dorównuje mi dorobkiem naukowym w postaci przełomowych odkryć i publikacji w naukach biomedycznych, które doczekały się wielu tysięcy cytowań w światowej literaturze naukowej i były podstawą do dwukrotnej nominacji przez zachodnich uczonych mojej kandydatury do Nagrody Nobla. Zarzucanie mi, że nie odróżniam hipotez od dowodów jest po prostu śmieszne i świadczy, że moi krytycy nie mają pojęcia, czym jest nauka i jak sprawdza się hipotezy. O hipotezie związku szczepień z autyzmem można było mówić 20 lat temu, kiedy pojawiły się na ten temat pierwsze publikacje (począwszy od pracy Wakefielda). Dziś ta hipoteza została potwierdzona na wiele sposobów: licznymi niezależnymi badaniami, testami i publikacjami naukowymi, ponad 2 dekadami doświadczeń, zeznaniami tysięcy rodziców i lekarzy, ogromną bazą danych o NOPach, obserwacjami i badaniami populacji dzieci nieszczepionych, wśród których autyzm nie występuje, a także decyzjami sądów. W samych USA przyznały one prawie 3 miliardy dolarów odszkodowań za NOPy włączające encefalopatię poszczepienną, czyli autyzm. Relegowanie przez lobby szczepionkowe licznych dowodów na związek autyzmu ze szczepieniami do kategorii permanentnych hipotez wskazuje na świadome fałszerstwo. Nauka stale ewoluuje i w miarę pojawiania się nowych odkryć zmieniają się nasze poglądy, lecz na dziś nie ma bardziej przekonujących i liczniejszych dowodów wyjaśniających przyczyny autyzmu niż poszczepienne uszkodzenie mózgu u dzieci.

Dlaczego lobby szczepionkowe jak ognia boi się prawdy o NOPach i ukrywa te dane przed społeczeństwem? Dlaczego stygmatyzuje i atakuje lekarzy, naukowców, dziennikarzy i rodziców, którzy szerzą tę wiedzę? Sądzę, że każdy bez trudu odpowie sobie na te pytania w myśl maksymy: podążaj tropem pieniądza.

Kierowała Pani także listy do różnych polskich instytucji i organów władzy. Czy ktoś na nie odpowiedział?

Kiedy pani premier Kopacz była Ministrem Zdrowia, zaproszono mnie do MZ na wygłoszenie wykładu o NOPach. Odniosłam wrażenie, że potem coś się pozytywnie zmieniło i obiecano wycofanie z Polski szczepionek z rtęcią. Obawiam się jednak, że są one nadal w użyciu, ponieważ Światowa Organizacja Zdrowia poparła ich stosowanie w krajach ubogich, zaś Narodowy Instytut Zdrowia (PZH) usankcjonował używanie rtęciowych szczepionek w Polsce. MZ konsultowało się ze mną też w sprawie toksycznych szczepionek przeciw wymyślonej „pandemii” świńskiej grypy w 2009 r. Być może moje opinie pomogły premier Kopacz podjąć wówczas słuszną decyzję odmowy ich nabycia, co uratowało Polaków przed ciężkimi powikłaniami i zgonami poszczepiennymi. Swą przezornością i odwagą przeciwstawienia się presji karteli farmaceutycznych premier Kopacz zyskała sobie potem światowe uznanie.

Śledzi Pani i opisuje debatę wokół szczepień toczącą się w krajach anglosaskich i w USA. Jakie są jej najważniejsze elementy, osie sporu pomiędzy zwolennikami zmasowanych szczepień a ich przeciwnikami?

W USA dyskusje społeczne o masowych szczepieniach toczą się wokół kilku głównych kwestii. Pierwsza dotyczy nielegalnego przymusu szczepień. W USA szczepienia są dobrowolne, lecz koncerny korumpują pediatrów, urzędników federalnych oraz stanowych i przymuszają rodziców do szczepienia swoich dzieci, strasząc, że nie będą przyjęte do szkół publicznych, jeśli nie będą zaszczepione. Świadomi, wykształceni rodzice, którzy chcą uchronić swe dzieci przed NOPami, nie szczepią, choć nierzadko muszą toczyć walki ze skorumpowanymi urzędami. Rodzice żądają pełni praw rodzicielskich i obywatelskich w podejmowaniu decyzji dotyczących szczepień.

Druga oś dyskusji to domaganie się od urzędów medycznych, lekarzy, przemysłu farmaceutycznego i mediów wiarygodnych informacji o NOPach. Te informacje są w USA (podobnie jak w Polsce) ukrywane przed społeczeństwem i fałszowane, by stwarzać pozory, że szczepienia są bezpieczne. Rodzice sami muszą je zdobywać i się nimi dzielą, lecz spotykają się z zastraszaniem i pogróżkami ze strony establiszmentu medycznego i dilerów szczepionek.

Rodzice, naukowcy i lekarze przedstawiający dowody poszczepiennych okaleczeń dzieci żądają, by decydenci, którzy ustalają programy szczepień i zatwierdzają szczepionki, przyznali się do swych błędów. To ułatwi rodzicom ubieganie się o odszkodowania niezbędne dla opieki na chorymi dziećmi. Domagają się również obalenia korupcyjnej ustawy, która zapewnia producentom szczepionek immunitet wobec skarg o wyrządzone krzywdy.

Dyskutuje się też kwestię racjonalności masowych szczepień. Ich zwolennicy posługują się błędną teorią z początków XX w. tzw. odporności stadnej, która zakłada, że gdy 95% osobników populacji będzie zaszczepionych, to choroby zakaźne nie będą występować. Tą teorią fałszywie tłumaczono spadek zachorowań i śmiertelności z powodu chorób zakaźnych w drugiej połowie XX w. Dane demograficzne wielu krajów wykazały, że zachorowania i zgony z powodu tych chorób zmniejszały się systematycznie od początku XX w., i że wprowadzenie masowych szczepień nie miało na nie praktycznie żadnego wpływu. Decydującą rolę odegrały: polepszenie higieny i warunków życia ludności, upowszechnienie kanalizacji i dostępu do czystej wody, poprawa odżywienia i edukacji społeczeństwa oraz produkcja antybiotyków.

Proponenci masowych szczepień straszą, że dzieci będą nagminnie umierać, jeśli nie będą szczepione. Dalekie jest to od prawdy. Statystyki historyczne ujawniły, że w miastach Anglii, gdzie stosowano przymus szczepień przeciw ospie, więcej ludzi umierało podczas jej epidemii, niż w Leicester, gdzie zniesiono ten przymus. W USA i w Polsce w latach 1950-1960 po wprowadzeniu masowych szczepień przeciw polio szczepionkami zawierającymi żywe wirusy tysiące dzieci zostało sparaliżowanych. Współczesne statystyki z Niemiec, Holandii i innych krajów Europy Zachodniej, gdzie stosuje się 2-3 razy mniej szczepień niż w USA czy w Polsce i gdzie są one dobrowolne (a znaczny odsetek rodziców wcale nie szczepi) pokazują, że wskaźniki umieralności niemowląt są tam co najmniej 2 razy niższe niż w krajach intensywnie szczepiących. Ponadto badania pokazują, że dzieci nieszczepione znacznie rzadziej chorują na różne choroby chroniczne, neurologiczne i neurorozwojowe niż te szczepione. Zarówno nieszczepione jak i szczepione dzieci czasem zapadają na choroby zakaźne, przeciw którym się szczepi. Podobnie jest w Polsce – mimo ponad 98% wyszczepialności tysiące dzieci rocznie nadal chorują na te choroby, lecz nikt od nich dziś nie umiera. W naszych czasach są to choroby łagodne i łatwo uleczalne.

Podsumowując, zarówno dane historyczne, jak i współczesne badania i obserwacje wykazują, że w XXI w. przy dostępnej dobrej opiece medycznej masowe szczepienia nie są potrzebne, gdyż przynoszą więcej szkód niż korzyści. Także w ubogich krajach Afryki pewne szczepienia nie tylko nie chronią przed chorobami, ale zwiększają umieralność dzieci.

Opisuje Pani przeróżne machlojki, kłamstwa, które stały się udziałem koncernów farmaceutycznych walczących o rynek szczepień. Proszę opisać naszym Czytelnikom kilka przykładów.

Informacje o systemowej korupcji koncernów farmaceutycznych coraz częściej pojawiają się w światowych mediach. Szacuje się, że około 20% przestępstw korporacyjnych jest popełnianych przez te firmy. Mamy tu do czynienia z fałszowaniem wyników badań, publikowaniem sfabrykowanych, kłamliwych publikacji – często z badań, które nie zostały wykonane, z oszukiwaniem urzędów zatwierdzających leki, lekarzy i pacjentów co do bezpieczeństwa i skuteczności leków, ukrywaniem dowodów ich szkodliwości, wręczaniem łapówek lekarzom i urzędnikom medycznym, by przepisywali i zalecali konkretne leki, z oszukiwaniem ubezpieczycieli, przekupywaniem i niszczeniem producentów tańszych leków, terroryzowaniem lekarzy, naukowców, dziennikarzy, którzy ośmielają się krytykować te praktyki, itd.

Wikipedia zamieszcza listę najważniejszych procesów i odszkodowań, które koncerny farmaceutyczne musiały zapłacić w latach 2004-2012. Łączna ich suma przekroczyła 17 miliardów dolarów, co stanowi tylko ułamek kosztów wyrządzonych szkód. Jednym z najgłośniejszych przykładów korupcji był skandal związany z lekiem przeciw chorobom reumatycznym, Vioxxem. Jego producent (Merck) miał dowody z własnych badań, że lek ten jest kardiotoksyczny i wywołuje zawały serca oraz udary mózgu, lecz ukrył te dane przed agencją zatwierdzającą leki. Vioxx wypuszczono na rynek w 1999 r. i wycofano w 2004 po tym, kiedy zabił ponad 60 000 osób. Firma zapłaciła blisko 6 miliardów dolarów odszkodowań i kosztów prawnych za spowodowane okaleczenia i zgony, lecz zarobiła na sprzedaży leku netto ponad miliard dolarów. Żaden z dyrektorów firmy nie poszedł do więzienia za tę zbrodnię, która firmie się nawet opłaciła.

Dr Diane Harper, która prowadziła badania kliniczne ze szczepionką HPV (przeciw wirusowi brodawczaka), ujawniła korupcyjny skandal związany z wypuszczeniem jej na rynek i agresywnym promowaniem stosowania jej u dziewcząt. Od 2007 r. do 10.2014 do VAERS zgłoszono 171 zgonów, 1188 przypadków trwałych okaleczeń, 11 885 wizyt w pogotowiu i ok 100 przypadków raka szyjki macicy u dziewcząt i młodych kobiet po szczepieniach HPV (te liczby powinny być pomnożone przez ok. 20, aby otrzymać przybliżone liczby wszystkich prawdopodobnych NOPów). Dr Harper podkreśla szkodliwość i absurd podawania tych szczepień dziewczętom, gdyż nie ma żadnych dowodów, że chronią one przed rakiem i istnieją skuteczne, bezpieczne metody zabezpieczenia się przed nim. Ostatnio firma GSK została skazana w Chinach na zapłacenie 297 milionów funtów kary za przekupywanie urzędników medycznych. Podobne procesy przeciw koncernom farmaceutycznym toczą się w innych krajach.

Warto tu zacytować słowa papieża Franciszka nt. systemowej korupcji, typowej dla współczesnego kapitalizmu. „Korupcja jest większym złem niż grzech. Nie da jej się zwalczyć przebaczeniem, to zło musi być wyleczone…. Korupcja stała się naturalnym sposobem docierania do urzędów państwowych, osobistym i społecznym zwyczajem powszechnie praktykowanym w transakcjach handlowych i finansowych, przy zamówieniach publicznych, w jakichkolwiek negocjacjach z urzędami państwowymi. (…) Wiele międzynarodowych konwencji i traktatów jest poświęconych w tej sprawie (…) lecz nie są one nastawione na ochronę obywateli, którzy są ostatecznymi ofiarami korupcji – w szczególności tych najbardziej poszkodowanych – tylko na to, by chronić interesy operatorów rynków gospodarczych i spółek finansowych”. Nie ulega wątpliwości, że korupcja w medycynie i w przemyśle rolniczym jest najbardziej szkodliwa, gdyż stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia całych narodów, a nawet dla przetrwania naszego gatunku.

W całej propagandzie szczepieniowej chodzi przede wszystkim o zyski koncernów?

„Idź tropem pieniądza” – mówi prawnicza maksyma. Jak w każdej reklamie czy propagandzie, chodzi tu przede wszystkim o zyski. Bez wysokich korporacyjnych „honorariów” dla lobbystów nikt by tak agresywnie i kłamliwie nie reklamował szczepień w mediach, ani Sanepidy nie terroryzowałyby rodziców rezygnujących ze szczepień. Oskarżenia wysuwane przeciw osobom nieszczepionym, jakoby zagrażały one zdrowiu szczepionych roznosząc choroby zakaźne, są nielogiczne i fałszywe. Jeśli szczepienia są cokolwiek warte i chronią przed chorobami (na co nie ma dowodów), to szczepieni nie powinni się obawiać, że się zarażą. Skoro się boją, to okazują, że sami nie wierzą w skuteczność szczepień. Po co się w takim razie szczepią? Statystyki i badania wykazują, że szczepieni równie często, niekiedy częściej, zapadają na choroby zakaźne niż nieszczepieni, i że przeciwciała wyprodukowane pod wpływem szczepień utrzymują się w organizmie najwyżej kilka lat. Szczepienia nie dają długotrwałej odporności, więc wiara w ich ochronną moc jest złudna.

Podobno USA są jednym z nielicznych państw posiadających w miarę rzetelną bazę NOP. Jak kształtowały się te dane w ostatnich latach?

Na żądanie Kongresu stworzono w USA bazę danych VAERS, w której rejestruje się NOPy od 1990 r. Udokumentowane medycznie przypadki mogą być tam zgłaszane zarówno przez pacjentów jak i lekarzy. Baza jest publicznie dostępna przez Internet i służy pacjentom, lekarzom, naukowcom, agencjom medycznym i prawnikom do oceny szkodliwości różnych szczepionek. Jak wcześniej wspomniałam, zgłaszanych jest nie więcej niż 5% przypadków powikłań, więc liczby zarejestrowanych NOPów należy pomnożyć przez ok. 20, by otrzymać przybliżone liczby wszystkich prawdopodobnych przypadków.

Ogólne wejrzenie w dane VAERS ukazuje prawdziwe pobojowisko poszczepienne. Od 1990 r. zgłoszono 471 242 NOPów, co znaczy, że było ich (x 20) prawdopodobnie ponad 9 milionów; 5723 zgonów (x20 = ok. 100 000); 10 800 trwałych uszkodzeń/okaleczeń (x 20 = ponad 200 000); 50 029 hospitalizacji (x 20 = rzędu miliona); 162 182 wizyty w pogotowiu (x 20 = przeszło 3 miliony). Najwięcej zgonów poszczepiennych zanotowano wśród niemowląt do 6 miesiącu życia i osób po 65 r. Te liczby przerażają, zwłaszcza w zestawieniu ze znikomą liczą zgonów lub ich brakiem (mimo zachorowań) z powodu chorób zakaźnych, przeciw którym się szczepi. Jeśli dodamy do tego choroby chroniczne, w tym nowotworowe, będące skutkiem szczepień, obraz staje się jeszcze bardziej tragiczny. Dziś w USA ok. 60% dzieci cierpi na jakąś chorobę chroniczną, a ok. 20% miało lub ma zdiagnozowaną chorobę mózgu. Liczby chorych, ułomnych dzieci stale rosną, a inteligencja tych dzieci stale się obniża. Nietrudno sobie wyobrazić przyszłość kraju, w którym większość ludzi będzie upośledzona, a wszystko ku temu zmierza. Choć nie można całej winy za to masowe upośledzenie społeczeństwa zrzucać tylko na szczepienia, to niewątpliwie odgrywają tu one dominującą rolę, gdyż są pierwszymi toksynami wstrzykiwanymi niemowlętom.

Jak wygląda w USA kwestia odszkodowań dla osób poszkodowanych w wyniku szczepień?

Systemowa korupcja w legislaturze polega m.in. na tym, że bogate koncerny piszą sobie ustawy służące ich interesom, które Kongres posłusznie przegłosowuje. Jedna z nich dotyczy immunitetu dla producentów szczepionek. Niezależnie od tego, ile milionów ludzi firmy zabiją lub okaleczą szczepionkami, nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności. By uspokoić nastroje społeczne, w 1986 r. stworzono Narodowy Sąd Szczepień, który zajmuje się rozważaniem pozwów i przyznawaniem odszkodowań za NOPy. Sąd ten jest bardzo restrykcyjny i tylko niewielki procent pozwów jest rozpatrywanych pozytywnie, niemniej przyznał już ok. 3 miliardów dolarów odszkodowań. Pieniądze są wypłacane z publicznej kasy, a producenci szkodliwych szczepionek pozostają bezkarni, dlatego nie mają żadnej motywacji, by wytwarzać bezpieczne produkty. Rodzice okaleczonych przez szczepienia dzieci domagają się umożliwienie im bezpośredniego skarżenia koncernów.

Zaproponowała Pani zmiany w polskim programie szczepień obowiązkowych, tak by uczynić go bardziej rozsądnym. Jakie są główne wady obecnego programu szczepień? Na co chciałaby Pani uwrażliwić polskich rodziców?

Polska jest członkiem Unii Europejskiej i w wielu aspektach przyjęła unijne prawa. Dlaczego więc w kwestii szczepień nadal stosuje się u nas totalitarny obowiązek lub przymus szczepień? W Europie Zachodniej, a także na Litwie i w Estonii, szczepienia są tylko dobrowolne i to powinno być wzorcem dla Polski. Obowiązek szczepień stosuje się wyłącznie w paru najbiedniejszych krajach postsocjalistycznych. Nie wątpię, że wiąże się to z rozbuchaną korupcją. Jak wykazują doświadczenia krajów zachodnich, oddanie rodzicom decyzji odnośnie szczepień dzieci nie skutkuje bynajmniej masowymi zgonami i chorobami, wprost przeciwnie. Wskaźniki umieralności niemowląt są tam 2-3-krotnie niższe niż w Polsce i tamtejsze dzieci są ogólnie zdrowsze. Również badania dowodzą, że w krajach, gdzie stosuje się mniej szczepień, umieralność dzieci jest mniejsza. Na Zachodzie jedni rodzice (zwłaszcza ci najlepiej wykształceni) całkiem rezygnują ze szczepień, inni szczepią selektywnie jedną lub kilkoma szczepionkami w wybranym okresie życia dziecka. Jeśli ono zachoruje, to się je zwyczajnie leczy. I w żadnym kraju zachodnim nie szczepi się noworodków, z wyjątkiem dzieci matek będących nosicielkami wirusa żółtaczki B. Większość rodziców preferuje kilkudniową pielęgnację dziecka, które zapadło na chorobę zakaźną, od ciężaru opiekowania się okaleczonym przez szczepienia potomkiem przez cale życie.

Groźnym elementem polskiego programu szczepień jest też stosowanie archaicznych niebezpiecznych szczepionek, takich jak pełnokomórkowa szczepionka przeciw krztuścowi i doustna przeciw polio (OPV) zawierająca żywe wirusy. Nie stosuje się ich już nigdzie w UE. Pełnokomórkowa szczepionka przeciw krztuścowi (w DTP) nierzadko zawiera aktywne bakterie i powoduje krztusiec u zaszczepionych dzieci i ich rodzin. Jest ona prawdopodobnie odpowiedzialna za tysiące zachorowań na tę chorobę w Polsce, jak i za wiele przypadków śmierci łóżeczkowej. Szczepionka OPV spowodowała setki tysięcy przypadków paraliżu na świecie. Ile ich było w Polsce? Nie wiadomo, bo te dane są ukrywane. Jest ona niebezpieczna nie tylko dla szczepionych dzieci, ale i dla ich otoczenia, bo zaszczepieni przez wiele dni rozsiewają wirusy polio. Obie szczepionki powinny być całkowicie wyeliminowane z użycia w Polsce. Przypuszczam, że ich stosowanie jest podyktowane głównie komercyjnymi interesami ich producentów.

Uważam, że ryzyko poważnych powikłań lub zgonu po szczepieniach jest obecnie dużo większe niż ryzyko zachorowania na którąś z łagodnych i łatwo uleczalnych chorób zakaźnych. Dlatego sama dziś niczym bym nie szczepiła własnego dziecka, najwyżej szczepionką WZW-B przed pójściem do szkoły. Nie udzielam rodzicom porad – szczepić czy nie. Te decyzje muszą należeć wyłącznie do nich i powinny być dobrze przemyślane, oparte na samodzielnie zdobytej wiedzy zarówno nt. NOPów, jak i chorób zakaźnych. Jedni zdecydują się na szczepienia, inni z nich zrezygnują, i te wybory powinno się akceptować, bo to rodzice ponoszą odpowiedzialność za swoje dzieci. Tym, którzy chcą szczepić, radzę tylko rozważyć opóźnienie szczepień i stosowanie stosunkowo bezpieczniejszych szczepionek (bez rtęci i możliwie bez adiuwantów).

Nikt nie powinien godzić się na szczepienie, zanim nie przeczyta pełnej firmowej ulotki o składzie danej szczepionki i o NOPach, jakie może ona powodować. Żaden urząd nie ma prawa zmuszać rodziców do zabiegów medycznych, które mogą trwale okaleczyć lub zabić ich dzieci. Przed tym broni polskich obywateli Konstytucja. W Polsce rodzi się zbyt mało dzieci, więc każde jest na wagę złota nie tylko dla rodziców, ale i dla całego społeczeństwa. Gdyby dzięki zredukowaniu NOPów (przez ograniczenie szczepień) udało się zmniejszyć wskaźnik umieralności niemowląt do 3 lub poniżej na 1000 zdrowych urodzeń, to ocaliłoby się od 1000 do 1500 polskich dzieci rocznie.

Źródło: https://dziecisawazne.pl/masowe-szczepienia-nie-sa-potrzebne-rozmowa-z-prof-maria-dorota-majewska/

DODAJ KOMENTARZ

Reklamy

Aluminium. Tego nie polubisz

Po więcej informacji zapraszam pod opisy pod filmami na YouTube.

DODAJ KOMENTARZ

Replika publiczna prof. dr hab. Marii Doroty Majewskiej

Prof. dr hab. Maria Dorota Majewska (Replika publiczna do artykułu „Zastrzyk strachu” Marcina Rotkiewicza, Polityka, nr 31/2869).

Od kilku lat naukowo zajmuję się problemem bezpieczeństwa szczepień. Ponieważ w artykule M. Rotkiewicza przedstawiono wiele tendencyjnych, fałszywych informacji i tez dotyczących zarówno szczepień jak i mojej pracy, jestem zmuszona krytycznie odnieść się do poruszonych przez niego kwestii.

Skuteczność i bezpieczeństwo szczepień

Zacznijmy od kalendarza szczepień. Autor pisze, że polskie niemowlę otrzymuje w pierwszych 18 miesiącach życia „w sumie sześć różnych szczepionek”. Jest to zmanipulowana prawda. Załączony program obowiązkowych w Polsce szczepień pokazuje, że niemowlęta otrzymują w tym okresie 26 szczepień. Niektóre szczepionki są skojarzone (np. DTP czy MMR zawierają w jednym zastrzyku drobnoustroje lub ich fragmenty wywołujące trzy różne choroby) i w żaden sposób nie można ich traktować jako jednego szczepienia, ponadto szczepienia podawane są wielokrotnie, co oznacza, że ryzyko powikłań po nich jest powielane. Pisząc, że w Polsce aplikuje się niemowlętom 6 szczepionek, autor prawdopodobnie liczył je według różnych kolorów, użytych w tabelce Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS), co świadczy o jego nieznajomości tematu. (http://gistest.pis.gov.pl/ckfinder/userfiles/files/EP/PSO.pdf).

Istotną sprawą całkowicie pominiętą w ww. artykule jest fakt, że ten kalendarz szczepień jest całkowicie arbitralny. Nie ma żadnych dowodów, że został on opracowany w oparciu o rzetelne badania, które by wykazały, że podawanie niemowlętom szczepień według takiego schematu i w takich kombinacjach jest bezpieczne i skutecznie chroni przed chorobami zakaźnymi. Natomiast coraz więcej danych wskazuje, że nie są one ani bezpieczne, ani skuteczne. Dalekie od prawdy jest też twierdzenie, że szczepienia wyeliminowały większość zakaźnych chorób. Dane demograficzne z kilku krajów ujawniły, że to nie szczepienia, ale poprawa higieny i warunków życia ludności oraz wprowadzenie antybiotyków w radykalny sposób zmniejszyły zachorowalność i umieralność na choroby zakaźne już na wiele lat przed wprowadzeniem szczepień. (http://childhealthsafety.wordpress.com/graphs/http://www.columbia.edu/itc/hs/pubhealth/rosner/g8965/client_edit/readings/week_2/mckinlay.pdf).

Fanatycy masowych szczepień fałszywie przypisują im zasługi w zmniejszaniu zachorowalności na choroby zakaźne. Coraz więcej danych pokazuje, że szczepienia nierzadko wręcz zwiększają zachorowalność na niektóre choroby zakaźne. Np. okazało się, że w ostatnich latach epidemie krztuśca w USA zdarzają się przede wszystkim wśród dzieci szczepionych; co dowodzi nieskuteczności stosowanych szczepionek. (http://www.cdc.gov/mmwr/preview/mmwrhtml/mm6128a1.htm). Podobnie w Polsce, mimo ok. 95% wyszczepienia dzieci, każdego roku tysiące chorują na krztusiec (wiadomo, że oficjalne dane są znacznie zaniżone). Analogicznie, mimo obowiązkowych szczepień szczepionką MMR (przeciw odrze, śwince, różyczce) tysiące polskich dzieci chorują każdego roku na świnkę i różyczkę. Niedawno byli pracownicy firmy produkującej szczepionki MMR ujawnili (i wytoczyli proces), że dyrekcja firmy od dawna wiedziała, że szczepionka ta jest nieskuteczna przeciw śwince i różyczce, mimo to promowali ją jako ochronę przed tymi chorobami. W tym kontekście oskarżanie rodziców, którzy nie szczepią swych dzieci, o powodowanie epidemii chorób zakaźnych jest intelektualnym i moralnym oszustwem. (http://apps.who.int/immunization_monitoring/en/globalsummary/countryprofileresult.cfm?C=pol).

Masowe szczepienia nie wyeliminowały chorób zakaźnych, a w niektórych przypadkach mogą być nawet ich przyczyną. Ochronne działanie szczepień (gdy takowe istnieje) jest krótkotrwałe, wiec po roku czy kilku latach szczepione osoby są ponownie narażone na choroby, przeciw którym były szczepione. Co więcej, niektóre szczepionki zawierają aktywne, patogenne wirusy, które mogą wywoływać choroby (np. MMR), a inne (np. DTaP, czy szczepionki przeciw pneumokokom) doprowadziły do pojawienia się zmutowanych odmian bakterii, które wywołują choroby odporne zarówno na szczepienia, jak i na antybiotyki. (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20833694http://www.abc.net.au/worldtoday/content/2010/s2816659.htm; http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19935445; http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19366365; http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3067355/).

Wątpliwa skuteczność szczepień to tylko jeden problem. Znacznie poważniejszym są powikłania poszczepienne (NOP – niepożądane odczyny poszczepienne) u uprzednio zdrowych dzieci i starszych osób. Niektóre z nich zostały trwale okaleczone lub zmarły wkrótce po szczepieniach. Do niedawna (w erze przed-internetowej) nie zdawaliśmy sobie sprawy ze skali tego zjawiska, dziś wiemy, że jest ona bardzo duża i zatrważająca. W amerykańskiej rządowej bazie danych VAERS (Vaccine Adverse Events Reporting System) – jedynej publicznie dostępnej, służącej agencjom ochrony zdrowia oraz publiczności do oceny bezpieczeństwa wprowadzonych do obrotu szczepionek – zarejestrowano od 1990 r. do czerwca 2012 r. 5061 zgonów i prawie 400 000 powikłań poszczepiennych, w tym ponad 55 000 ciężkich. (http://wonder.cdc.gov/controller/datarequest/D8). Ponieważ do bazy tej zgłaszanych jest tylko ok. 5% wszystkich powikłań, liczby te należy pomnożyć przez ok. 20. Są to ogromne liczby, tym bardziej bulwersujące, że dotyczą dzieci i innych osób uprzednio zdrowych. Albo red. Rotkiewicz jest zupełnie nieświadom tych danych, albo je wygodnie dla siebie przemilcza.

Globalne ataki na naukowców

Ataki establiszmentu na niezależnie myślących ludzi nauki nie są niczym nowym, zdarzały się one od wieków. Wydawałoby się, że w XXI w. takie akty publicznej nagonki nie powinny mieć miejsca. A jednak… Wielu naukowców i lekarzy, którzy badają i kwestionują bezpieczeństwo jakichś leków czy szczepionek, jest publicznie i prywatnie atakowanych na wiele różnych sposobów. Pan Rotkiewicz przyłącza się do grona atakujących. Wbrew temu, co twierdzi, narastający opór przeciw szczepieniom nie ma nic wspólnego z osobami brytyjskiego lekarza Andrew Wakefielda czy amerykańskich badaczy Marka i Dawida Geierów. Nie jest tajemnicą, że nieustające szkalowanie tych naukowców jest sponsorowane przez producentów szczepionek, których wielomiliardowe zyski widać nieco zmalały wskutek wzrastającego uświadomienia rodziców odnośnie zagrożeń ze strony szczepień. Wychwalany przez p. Rotkiewicza brytyjski reporter, Brian Deer, który opublikował paszkwil szkalujący dra Wakefielda i jego współpracowników, jest tylko korporacyjnym narzędziem, wynajętym w celu oczernienia i zniszczenia Wakefielda; ujawniono, że pracuje on dla skompromitowanego skandalem podsłuchowym magnata medialnego, Ruperta Murdocha, którego syn James Murdoch jest w radzie nadzorczej firmy GlaxoSmithKline, produkującej szczepionki MMR. I cóż złego zrobił dr Wakefield, że stał się celem tych oszczerczych ataków? Otóż opublikował (wspólnie z innymi lekarzami) pracę naukową, w której zwraca uwagę na zaobserwowany w badaniach związek autyzmu z jelitowymi infekcjami wirusem odry pochodzącym ze szczepionek MMR. Wyniki te zostały potwierdzone na większą skalę przez innych niezależnych badaczy, ale miały one nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Dr Wakefield i jego koledzy narazili się producentom szczepionek i establiszmentowi medycznemu, gdyż swe wyniki opublikowali i powiadomili o nich społeczeństwo oraz przypomnieli, że zawczasu ostrzegali urząd brytyjskiej publicznej służby zdrowia przez zakupem szczepionek MMR, zawierających silnie patogenną odmianę wirusa odry Urabe. Szczepionki te zostały wcześniej odrzucone przez ministerstwo zdrowia Kanady, ponieważ powodowały wiele powikłań, mimo to wprowadzono je do obrotu w Wielkiej Brytanii. Bezpodstawnie oskarżano tych badaczy o fałszerstwa naukowe i nadużycia etyczne w celu ich profesjonalnego zniszczenia, mimo, że rodzice badanych dzieci twierdzili, że w badaniach nie dochodziło do żadnych nadużyć. Ujawnione dokumenty sądowe pokazują, że publiczne atakowanie i rujnowanie karier („neutralizowanie”) lekarzy oraz naukowców krytycznych wobec bezpieczeństwa i skuteczności leków i szczepionek jest oficjalną polityką firm farmaceutycznych. (http://childhealthsafety.wordpress.com/2009/10/12/merckdestroydoccritics/).

W rezultacie oszczerczej nagonki Deera na dra Wakefielda w piśmie British Medical Journal (BMJ), utracił on licencję medyczną i został pozbawiony pracy w Wielkiej Brytanii. On sam został praktycznie wygnany z kraju i przeniósł się z rodziną do Teksasu, lecz jego współpracownik, wybitny gastrolog pediatra prof. John Walker-Smith – również oskarżony o „profesjonalne wykroczenia” i pozbawiony licencji lekarskiej – odwołał się do Sądu Najwyższego WB i wygrał sprawę. Sąd uznał, że oskarżenia przeciw niemu były całkowicie bezpodstawne i że Brytyjska Komisja Medyczna (GMC) dopuściła się poważnych fałszerstw i nadużyć w stosunku do tych badaczy, i że powinna być ona zreformowana. (http://www.naturalnews.com/035256_Professor_Walker-Smith_MMR_vaccines_High_Court.html#ixzz234NNCgyo). Prof. Walker-Smith odzyskał licencję i honor, natomiast dr Wakefield skarży Deera oraz redaktorkę naczelną BMJ w sądzie w Teksasie o szkalowanie, uniemożliwienie wykonywania zawodu i straty materialne. W międzyczasie napisał dwie ważne książki: „Callous Disregard: Autisms and Vaccines: The Truth Behind a Tragedy” i “Waging War on the Autistic Child: The Arizona 5 and the Legacy of Baron von Munchausen”, w których opisuje tragedie okaleczonych przez szczepienia dzieci autystycznych i ich rodzin, oraz bezduszność, ignorancję i nieodpowiedzialność urzędników medycznych, którzy dopuścili do obrotu chorobotwórcze szczepionki. W swych książkach i w Internecie Dr. Wakefield dostarcza szczegółowych wyjaśnień w sprawie wytoczonych przeciw niemu oskarżeń (http://vaccinesafetyfirst.com/Home.html). Również profesor Walker-Smith opisał swoje przesłuchania przez urzędników z GMC, porównując je do tortur. (http://www.ageofautism.com/2012/08/enduring-memories-prof-john-walker-smith-recalls-his-life-and-the-wakefield-affair.html#more).

Mimo bezprecedensowej nagonki na dra Wakefielda, szacunek i sympatia do niego wśród rodziców całego świata stale rosną. Uważają go oni za bohatera i obrońcę dzieci. Obserwowanie tego jest niewątpliwie frustrujące dla establiszmentu medycznego, który nie może pojąć, dlaczego rodzice słuchają tego wyklętego przez nich lekarza, zamiast narzuconych medycznych i medialnych „autorytetów”. Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Rodzice popierają dra Wakefielda, bo on wysłuchuje ich uważnie i to, co głosi, jest zgodne z ich własnymi obserwacjami, a w dobie Internetu korporacyjna propaganda przestała być skuteczna.

Natomiast amerykańscy badacze, Mark i David Geier, są atakowani dlatego, że publikują prace wykazujące związek chorób neurorozwojowych (w tym autyzmu) u dzieci ze stosowaniem szczepionek zawierających rtęciowy konserwant thimerosal (tiomersal). Jest on metabolizowany w organizmie do etylortęci, a potem do innych organicznych i nieorganicznych postaci rtęci. Obserwacje i tezy Geierów zostały potwierdzone przez wiele niezależnych badań zarówno klinicznych, jak i tych przeprowadzonych na zwierzętach.

Amerykańska badaczka Mary DeSoto przeanalizowała publikacje naukowe zawierające dane empiryczne dotyczące związków autyzmu z ekspozycją na metale ciężkie i wykazała, że wśród 58 prac, 43 potwierdzały taki związek, a 15 prac go nie znalazło. Okazało się, że większość prac zaprzeczających związkom autyzmu ze stosowaniem szczepionek z thimerosalem była zmanipulowana i obarczona konfliktem interesu. (http://nbjour.wordpress.com/2011/10/23/danish-paper-stripped-of-its-credibility/). Jeden z autorów tych publikacji, dr Paul Thorsen, został nawet oskarżony przez prokuraturę o oszustwa finansowe i kradzież publicznych funduszy przeznaczonych na badania naukowe. (http://www.reuters.com/article/2011/04/13/us-crime-research-funds-idUSTRE73C8JJ20110413). Pan Rotkiewicz wygodnie dla siebie o tym nie wspomina, lecz święcie wierzy w „prawdę” objawioną w tych skompromitowanych publikacjach, że wstrzykiwanie niemowlętom rtęci jest dla nich bezpieczne.

W ostatnich latach zafałszowane publikacje lub reklamy udające prace naukowe zazwyczaj ukazują się w „prestiżowych” czasopismach medycznych, żeby zwiększyć ich wagę i nośność. Wiadomo jednak, że są to pisma kontrolowane przez firmy farmaceutyczne, albo bezpośrednio, albo poprzez reklamy, wiec ich wiarygodność jest znikoma. Dr Marcia Angell, amerykańska lekarka i wieloletnia redaktorka naczelna znanego czasopisma medycznego „New England Journal of Medicine”, pisze w swej książce: “The Truth About the Drug Companies: How They Deceive Us and What to Do About It” wydanej też po polsku (http://www.tfe.edu.pl/aptekarz/Aptekarz-2005-13-suplement.pdf) o korumpowaniu przez firmy farmaceutyczne wpływowych lekarzy akademickich oraz medycznych urzędników w celu promowania często szkodliwych leków. Przytacza dane, że większość publikacji dotyczących bezpieczeństwa i skuteczności leków, które są sponsorowane jawnie lub skrycie przez firmy farmaceutyczne, jest zmanipulowana lub wprost zafałszowana, a niektóre są krypto-reklamami pisanymi przez korporacje, lecz firmowanymi przez przekupionych lekarzy. Natomiast wszystkie rzetelne, niezależne badania, które kwestionują bezpieczeństwo szczepień, muszą się ciężko przebijać, by ujrzeć światło dzienne. (http://www.nybooks.com/articles/archives/2009/jan/15/drug-companies-doctorsa-story-of-corruption/?pagination=false; http://jama.jamanetwork.com/article.aspx?articleid=182478). W rezultacie szalbierczych praktyk firm farmaceutycznych tysiące ludzi (w tym dzieci) zostało okaleczonych lub zmarło w wyniku jatrogennych powikłań po stosowaniu pewnych leków czy szczepionek. Najlepszym dowodem tego są wielomiliardowe kary (w dolarach), nakładane przez sądy na firmy farmaceutyczne za oszustwa we wprowadzaniu na rynek niebezpiecznych i nieskutecznych leków. (http://www.nytimes.com/2012/07/03/business/glaxosmithkline-agrees-to-pay-3-billion-in-fraud-settlement.html?pagewanted=all; http://www.wprost.pl/ar/332254/CBA-sprawdza-czy-Glaxo-placilo-lekarzom/).

Toksyczność rtęciowego konserwantu w szczepionkach

Wbrew temu, co twierdzi M. Rotkiewicz, nie ma żadnych dowodów na to, że thimerosal wstrzyknięty niemowlętom w szczepionkach jest szybko wydalany z ich organizmów i nie gromadzi się w tkankach. Takiego badania ze względów etycznych nie można przeprowadzić na dzieciach. Natomiast doświadczenie przeprowadzone na niemowlętach małp wykazało, że po podaniu im szczepionek z thimerosalem, związki rtęci pozostawały w mózgu bardzo długo (miesiące lub lata) w stężeniach, dla których udowodniono ich toksyczne działanie na komórki nerwowe. (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed?term=Burbacher%20thimerosal%20). W wątrobie i nerkach szczepionkowa rtęć gromadzi się w jeszcze większych ilościach i uszkadza także te organy. Jednorazowe dawki rtęci, które niemowlęta otrzymywały w szczepieniach (i nadal otrzymują w wielu krajach), wielokrotnie przekraczają dawki uznane za bezpieczne dla osób dorosłych przez Amerykańską Agencję Ochrony Środowiska oraz Światową Organizację Zdrowia, a trzeba pamiętać, że dawki te kumulują się. Niemowlęta są znacznie bardziej wrażliwe na działanie rtęci i innych toksyn, ponieważ nie mają dostatecznie wykształconej bariery krew-mózg oraz biochemicznych mechanizmów ich eliminowania i neutralizowania. Toksyczność związków rtęci jest znana ludzkości od dziesiątków lat i opublikowano na ten temat ponad 5 000 publikacji naukowych. Również nasze badania przeprowadzone w Instytucie Psychiatrii i Neurologii (IPiN) w Warszawie wykazały neurotoksyczne działanie thimerosalu podanego szczurzym oseskom w dawkach analogicznych do tych stosowanych w szczepieniach dla niemowląt, prowadzące do zmian behawioralnych i neuropatologicznych, przypominających objawy i patologie obserwowane u dzieci autystycznych. Dlatego niepoparte żadnymi wiarygodnymi dowodami twierdzenie, że rtęć wstrzykiwana do organizmów niemowląt jest dla nich bezpieczna, jest pseudonaukową szarlatanerią.

M. Rotkiewicz kpi z matki dziecka, które zachorowało na autyzm poszczepienny, ponieważ opisała swoje doświadczenia z jego wychowywaniem i leczeniem przy pomocy alternatywnych terapii – za pomocą chelatacji metali ciężkich, suplementów i diety. Według rodziców, tego typu terapie połączone z treningiem behawioralnym są skuteczne i bezpieczne. Dla p. Rotkiewicza są „niebezpieczne”, bo zbyt wymykają się farmakologicznej kontroli. Firmy farmaceutyczne liczyły, że uda się im zarobić miliardy na autystycznych dzieciach, faszerując je psychotropami, a tu zawód – rodzice odmawiają ich stosowania, bo widzieli ich dewastujący wpływ na swoje dzieci. Ci rodzice doskonale potrafią korzystać z publikacji naukowych dostępnych w Internecie (np. PubMed) – z czego drwi p. Rotkiewicz – i ich wiedza na temat autyzmu i szczepień jest często większa niż wiedza wakcynologów czy pediatrów, decydujących o szczepieniach milionów dzieci.

M. Rotkiewicz uważa za „dziennikarska kaczkę” raport Roberta Kennedy’ego Jr. (znanego amerykańskiego prawnika specjalizującego się w ochronie środowiska) o tajnej konferencji w Norcross w stanie Georgia w 2000 r., na której dyskutowano rządowe analizy, pokazujące związek autyzmu ze stosowaniem szczepionek z thimerosalem, i omawiano sposoby skutecznego ukrycia tych danych przed społeczeństwem. O tym, że Kennedy nie wyssał z palca tych informacji świadczą stenogramy z tej konferencji i zeznania jej uczestników. (http://thetruthorthefight.wordpress.com/2009/07/26/vaccinations-deadly-immunity-robert-f-kennedy-jr-investigates-the-government-cover-up-of-a-mercuryautism-scandal/; http://www.safeminds.org/government-affairs/foia/simpsonwood.html; http://www.safeminds.org/government-affairs/foia/Simpsonwood_Transcript.pdf).

Eppur si muove

W końcu p. Rotkiewicz atakuje mnie personalnie za całokształt pracy, której nie jest w stanie zrozumieć. Pisze o konferencji w Ministerstwie Zdrowia, w której uczestniczyłam: „według świadków… argumentacja prof. Majewskiej w żadnym punkcie nie wytrzymała krytyki ekspertów, a ona sama zaczęła wycofywać się ze swoich twierdzeń”. Otóż oświadczam, że jest to pobożne życzenie owych świadków (lub samego p. Rotkiewicza), i że z niczego się nie wycofałam, bo i nie było z czego. Zaprezentowałam na tej konferencji głównie amerykańskie dane dotyczące powikłań poszczepiennych oraz postulowanych związków autyzmu ze stosowaniem szczepionek z thimerosalem, i powiedziałam, że nasze własne badania w IPiN są w toku. Mogłam wówczas powiedzieć, że rtęć w szczepionkach prawdopodobnie nie jest jedynym czynnikiem patogennym w autyzmie, bo wiadomo, że jatrogennych czy środowiskowych toksyn, które mogą uszkadzać mózg niemowlęcia czy płodu, jest wiele. Nigdy też nie twierdziłam, że wszystkie dzieci, które otrzymały szczepionki z rtęcią, zachorują na autyzm, bo to byłaby nieprawda. Fakt, że te same szczepionki mogą zabić lub okaleczyć jedno dziecko, trochę upośledzić inne, a dla jeszcze innego być stosunkowo niegroźne świadczy tylko o tym, że różna jest osobnicza wrażliwość na działanie toksyn. Jedni sprawnie je eliminują z organizmów, inni wolno, i ci ostatni są najbardziej narażeni na ich szkodliwe działanie. W żadnym przypadku nie można tego interpretować, jako wycofanie się z tezy o szkodliwości rtęciowych szczepionek. Tezę tę utrzymywałam cały czas i nadal podtrzymuję. Zadaniem nauki jest wyjaśnienie, które dzieci i dlaczego są szczególnie narażone na powikłania poszczepienne, a nie marginalizowanie czy maskowanie tych przypadków. Nasze badania przybliżyły to zrozumienie. Natomiast obowiązkiem profesjonalnym i moralnym naukowców jest informowanie społeczeństwa o ważnych odkryciach i ich znaczeniu, i ten obowiązek staram się wypełniać.

Interesujący jest fakt, że żaden z tych krytykujących mnie ekspertów nigdy nie badał toksyczności szczepionek z thimerosalem, ani nie miał pojęcia o skali powikłań poszczepiennych, bo ich się praktycznie w Polsce nie rejestruje. Powoływali się wyłącznie na zafałszowane, zdyskredytowane publikacje innych badaczy. Trudno zrozumieć, jak osoby o wykształceniu medycznym mogą bezkrytycznie akceptować wstrzykiwanie niemowlętom znanych toksyn. Zwróciłam się potem do Minister Zdrowia z propozycją wycofania pediatrycznych szczepionek z rtęcią z polskiego rynku, argumentując, że kraje Europy Zachodniej już dawno je usunęły w trosce o zdrowie dzieci. O ile mi wiadomo, pani min. Kopacz podjęła próby ich wyeliminowania, lecz były one torpedowane przez grupy szczepionkowego interesu.

Im więcej wiem na temat możliwego szkodliwego działania szczepień na organizm niemowlęcia, tym bardziej jestem przekonana, że zbyt wczesne, zbyt toksyczne i nadmierne szczepienia są główną przyczyną dzisiejszej epidemii autyzmu i innych chorób neurologicznych u dzieci. U istotnego odsetka niemowląt, który stale rośnie, szczepienia prowadzą do zapalenia mózgu i jego uszkodzenia, czego trwałym następstwem i chroniczną postacią jest autyzm. W USA już 1 dziecko na 6 cierpi na jakąś formę upośledzenia umysłowego czy choroby mózgu, a ponad 60% dzieci ma jakąś chorobę chroniczną. Systematycznie obniża się też średnia inteligencja dzieci. Jestem przekonana, że jest to skutek nadmiaru toksycznych szczepień. Tezę tę potwierdza badanie porównujące zdrowie dzieci szczepionych i nieszczepionych, które pokazuje, że nieszczepione są pod każdym względem zdrowsze od szczepionych. (http://www.vaccineinjury.info/vaccinations-in-general/health-unvaccinated-children/survey-results-illnesses.html). Korelacja wskaźników umieralności niemowląt z liczbą szczepień zalecanych w różnych krajach ujawniła natomiast, że wskaźniki te są tym wyższe, im więcej stosuje się szczepień. (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3170075/).

Pan Rotkiewicz nie rozumie, że to, co on nazywa „antyszczepionkową ideologią” jest niczym innym, jak tylko zbiorowym rodzicielskim doświadczeniem. Okaleczonych lub uśmierconych przez szczepionki dzieci jest już zbyt wiele, aby dało się je zmieść pod dywan, albo zakopać pod gruzami pseudonaukowych, czy zafałszowanych publikacji. Żaden korporacyjny bądź kupiony medialny „autorytet” nie przekona tych rodziców, że szczepienia są bezpieczne. Oni wiedzą swoje, bo każdego dnia obcują z ofiarami tych szczepień, heroicznie walcząc o poprawę ich zdrowia, więc będą bronić swe dzieci przed kolejnymi okaleczeniami. Kiedyś ci rodzice cierpieli w samotności, dziś dzięki internetowi wymieniają się doświadczeniami i łączą w grupy wsparcia oraz oporu. Jest to jedna z niewątpliwych zasług globalizacji wiedzy, z której rodzice potrafią umiejętnie korzystać.

Jestem przekonana, że za 20-30 lat medycyna i społeczeństwo będą patrzeć na masowe szczepienia jak na anachroniczną patologię medycyny, podobną do upuszczania krwi brudnym kozikiem w przeszłych wiekach. Już dziś widać, że nie ma sensu narażać wszystkie dzieci na potencjalną śmierć lub kalectwo, aby uchronić niewielką ich grupę od krótkotrwałej, łatwo uleczalnej choroby zakaźnej. Rodzice chcą mieć wybór – czy szczepić i ryzykować wystąpienie choroby poszczepiennej, czy nie szczepić, i żyć z niewielkim ryzykiem choroby zakaźnej, bo wiedzą, że sami będą ponosić konsekwencje swych decyzji. Dobitnie świadczą o tym wpisy pod petycją pokazujące, że wbrew twierdzeniom dra Grzesiowskiego, zwolenników swobody wyboru szczepień jest w Polsce 40 razy więcej, niż zwolenników ich przymusu. (http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=7000). Prawo do tego wyboru dała im Matka Natura i jest ono związane z instynktem rodzicielskim. W Europie Zachodniej wolność w zakresie szczepień nie doprowadziła bynajmniej do wzrostu umieralności i pogorszenia się zdrowia dzieci, raczej odwrotnie, więc nie ma obaw, że w Polsce będzie inaczej. Dlaczego nie korzystamy z tych doświadczeń? Wolność decydowania o własnym zdrowiu jest fundamentalnym prawem człowieka.

Tragedią polskich dzieci i rodziców jest to, że eksperci z Państwowego Zakładu Higieny (PZH; Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego) i Narodowego Instytutu Leków, na których powołuje się red. Rotkiewicz (odpowiedzialni za kontrolowanie bezpieczeństwa dopuszczanych do obrotu szczepionek) przez dekady zatwierdzali stosowanie w Polsce niebezpiecznych szczepionek z rtęcią, nawet wtedy, gdy Europa Zachodnia już się z nich wycofała. Dziwić się należy, że nikt z nich nie zadał sobie oczywistego pytania – czy one na pewno są bezpieczne? I nikt nie przeprowadził odpowiednich badań. PZH miał też obowiązek rejestrowania i raportowania do WHO powikłań poszczepiennych, lecz z tej roli również się nie wywiązywał. Nauka nigdy nie daje ostatecznych odpowiedzi na pytania i różnice poglądów w nauce nie są niczym niezwykłym, lecz kumulatywna wiedza pozwala nam dziś dość precyzyjnie ocenić bezpieczeństwo stosowania thimerosalu w szczepionkach. Ta wiedza zdecydowanie przemawia za ostrożnością i eliminacją tego rtęciowego konserwantu. A ostatecznej odpowiedzi na pytanie, czy masowe szczepienia niemowląt są korzystne czy szkodliwe, może udzielić tylko miarodajne badanie porównujące zdrowie dzieci szczepionych i nieszczepionych. Tej odpowiedzi boją się promujące masowe szczepienia instytucje medyczne i firmy farmaceutyczne, dlatego systematycznie torpedują takie badania.

Skutkiem krótkowzroczności czy braku odpowiedzialności niektórych pracowników wyżej wymienionych instytucji zdrowia publicznego, tysiące polskich dzieci zostały okaleczone niebezpiecznymi szczepionkami. Natomiast przegłosowana ostatnio przez Sejm i podpisana przez Prezydenta ustawa o zapobieganiu chorobom zakaźnym – która wygląda jakby była napisana przez lobbystów firm farmaceutycznych – wbrew pozorom zmienia wiele. Rozszerzenie definicji choroby zakaźnej i danie urzędnikom z Sanepidu pełnej kontroli nad ogłaszaniem epidemii oraz uprawnień do stosowania przymusu szczepień i leczenia wobec wszystkich zamieszkujących w Polsce osób (także eksperymentalnymi preparatami) ubezwłasnowolnia polskich obywateli i potencjalnie zamienia ich w króliki doświadczalne firm farmaceutycznych. Takich totalitarnych praw nie ma w żadnym demokratycznym kraju. Na zakończenie dodam, że obraża mnie dziennikarski epitet o „guru antyszczepionkowców”, sugerujący przywództwo czemuś w rodzaju sekty religijnej. Jestem pracownikiem naukowym. Ponieważ większą część mojej pracy naukowej wykonałam w USA, w Narodowym Instytucie Zdrowia (NIH), mogę dodatkowo wyjaśnić. Jestem belwederskim profesorem nauk medycznych, a w cytowalności moich publikacji naukowych (świadczącej o wadze dokonanych odkryć) plasuję się na drugim miejscu wśród wszystkich ludzi nauki działających w Polsce (tuż za prof. Jerzym Gryglewskim z Krakowa).

/Warszawa, 12 sierpnia, 2012/

Prof. Maria Dorota Majewska na żywo:

 

 

Autyzm. Szczepić czy nie szczepić? Dr. Andre Kulisz, amerykański lekarz naturopata polskiego pochodzenia, zajmujący się m.in. odtruwaniem, oczyszczaniem organizmów dzieci ze szkodliwych składników szczepionek takich jak rtęć i aluminium:

 

Dr Suzanne Humphries, lekarz nefrolog, zachęca rodziców by sięgali po informację przed poddawaniem swych dzieci szczepieniom, które mogą potencjalnie spowodować poważne szkody, a nawet śmierć. Twierdzi też, że przemysł szczepionkowy ukrywa przed ludźmi niewygodne fakty:

Dr Nancy Banks, ginekolog i położnik, o szczepieniach i medycynie:

Wystąpienie Przemysława Cuske, prezesa stowarzyszenia STOP NOP, na Konwencie Świadomości Fraktalnej (02.10.2012). Wystąpienie dotyczyło szczepień:

Zobacz też: https://vimeo.com/user75852809

DODAJ KOMENTARZ

PRACowniA

Obudzić się. To wszystko.

Thoughts NOT Mine

gang stalking / electronic harassment / kontrola umysłu / gaslighting / targeted individual

savoir vivre i nowa klasa średnia

savoir vivre to piękne życie

Zdrowie w naturze

Twoje pożywienie powinno być lekarstwem, a twoje lekarstwo powinno być pożywieniem

Queen Poland

The biggest polish site about Queen