Masowe szczepienia nie są potrzebne

Rozmowa z prof. Marią Dorotą Majewską – neurobiologiem, który zajmuje się badaniem wpływu szczepień na Centralny Układ Nerwowy.

W jaki sposób zainteresowała się Pani naukowo tematyką szczepień?

Autyzm jest dziś najpowszechniejszą chorobą neurorozwojową, która w USA dotyka już ok 1 na 50 dzieci (1 na 30 chłopców); mówi się wręcz o jego epidemii. Tematyką powikłań poszczepiennych, a szczególnie związkiem autyzmu ze szczepieniami, zainteresowałam się po przeczytaniu kilku artykułów, które pojawiły się po pionierskiej publikacji wybitnego brytyjskiego gastroenterologa pediatrycznego, dra Andrew Wakefielda. W 1989 r. opublikował on wspólnie z kolegami w Lancet pracę opisującą zapalenia i owrzodzenia jelit u dzieci, które – według doniesień rodziców – zachorowały na autyzm regresywny wkrótce po szczepieniach MMR (przeciw odrze, śwince, różyczce). Badacze znaleźli odszczepienne szczepy wirusów odry w jelitach chorych dzieci.

Publikacja ta wzbudziła ogromne poruszenie w społeczeństwie, gdyż od połowy lat 80-tych dramatycznie wzrastała liczba dzieci autystycznych i nikt wcześniej nie proponował żadnego wyjaśnienia tego zjawiska, nie pojawiły się nawet hipotezy. Wreszcie rodzice zaczęli kojarzyć wystąpienie autyzmu ze szczepieniami i wielu zrezygnowało z dalszych szczepień. To zmniejszyło dochody producentów szczepionek i zapoczątkowało brutalną nagonkę koncernów farmaceutycznych, korporacyjnych mediów i establiszmentu medycznego na doktora Wakefielda. W rezultacie stracił on pracę oraz licencję lekarską w Wielkiej Brytanii i został praktycznie wygnany z kraju. Obecnie mieszka w Teksasie, USA, pracuje naukowo, publikuje, zajmuje się edukacją społeczną. Za karę (bez merytorycznego uzasadnienia) po latach wydawca wycofał z druku jego publikację, choć nadal pozostaje ona w publicznych rekordach. Współautor tej pracy, prof. J.A. Walker-Smith, który też był atakowany i pozbawiony licencji, pozwał do sądu brytyjski General Medical Council i wygrał proces o zniesławienie. Udowodnił, że oskarżenia przeciw niemu były sfabrykowane, by zdyskredytować przełomowe odkrycie związku autyzmu ze szczepieniami. Badania niezależnych naukowców i doświadczenia tysięcy rodziców potwierdziły występowanie zapalenia jelit u znacznego odetka dzieci autystycznych.

Dodatkowym bodźcem do zajęcia się tematyką szczepień była dla mnie publikacja Roberta Kennedy’ego Juniora, ujawniająca spisek establiszmentu medycznego i producentów szczepionek z 2000 r., którego celem było zafałszowanie i ukrycie przed społeczeństwem wyników badań wykazujących, że szczepionki zawierające rtęć powodują autyzm i inne choroby neurorozwojowe. Informacje o powikłaniach poszczepiennych pozwoliły mi też rozumieć własne oraz mojej rodziny negatywne doświadczenia ze szczepieniami.

Prowadziła Pani w ramach grantu od Komisji Europejskiej własny program badawczy dotyczący wpływu szczepień na schorzenia neurologiczne, w tym autyzm. Proszę opowiedzieć nam o tych pracach i ich wynikach.

W 2006 r. wygrałam europejski konkurs na projekt badawczo-edukacyjny i otrzymałam grant Katedry Marii Curie (z Unii Europejskiej) na przeprowadzenie badań nad biologią autyzmu. Prowadziłam je wspólnie z kolegami z Zakładu Farmakologii oraz z Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Podjęliśmy badania nad udziałem rtęciowego związku tiomersalu (thimerosalu), dodawanego do szczepionek w charakterze konserwantu, w etiologii autyzmu i innych zaburzeń rozwoju mózgu. Prowadziliśmy zarówno badania kliniczne na dzieciach jak i przedkliniczne na zwierzętach. Podanie oseskom szczurów iniekcji różnych dawek tiomersalu (z których jedna odpowiadała dawkom stosowanym u dzieci w szczepieniach) powodowało wiele anomalii neuro-rozwojowych: niewydolność ruchową, upośledzenie reakcji bólowych, nasilenie reakcji lękowych, zaburzenia interakcji społecznych, jak również istotne zmiany biochemiczne i neuropatologiczne w mózgu. Uszkodzenia mózgu u szczurów przypominały zmiany obserwowane u dzieci autystycznych; niektóre były wywoływane przez dawki stosowane w szczepionkach. Ponieważ szczury są mniej wrażliwe od ludzi na działanie większości toksyn, to znaczy, że tiomersal powoduje większe spustoszenia w mózgach dzieci niż u szczurów.

Badania przeprowadzone na dzieciach autystycznych wykazały pośrednio, że mają one niewydolne mechanizmy eliminowania rtęci z tkanek, dzięki czemu ten toksyczny metal dłużej utrzymuje się w ich organizmach i silniej je zatruwa niż dzieci zdrowe; podobne były obserwacje innych badaczy. Nasze badania wykazały także, że dzieci autystyczne mają silnie naruszoną gospodarkę hormonalną i produkują nadmierne ilości sterydowych hormonów androgenów, co może być skutkiem ich zatrucia szczepionkową rtęcią. Wysoki poziom androgenów przyczynia się do wielu zaburzeń zachowania u dzieci autystycznych.

Powołując się na różnorakie badania, wskazuje Pani w swych wystąpieniach na wpływ szczepień na rozwój autyzmu u dzieci. Jakie są Pani argumenty?

Większość wiarygodnych badań (kilkadziesiąt) przeprowadzonych przez naukowców niezależnych od firm farmaceutycznych w różnych krajach wykazało wpływ szczepień lub pewnych ich składników na rozwój autyzmu. Jedynie kilka publikacji sponsorowanych przez producentów szczepionek i obarczonych konfliktem interesu zaprzeczyło tym związkom. Z czasem ujawniono fałszerstwa naukowe tychże publikacji i dziś wiemy, że zostały napisane na zamówienie przemysłu farmaceutycznego i establiszmentu medycznego w celu zabezpieczenia wielomiliardowych zysków z handlu szczepionkami, jak i osłony urzędników, którzy tworzyli i egzekwowali programy szczepień.

Ważnym źródłem informacji o wpływie szczepień na rozwój autyzmu są też dane zebrane w amerykańskiej bazie danych VAERS (zarządzanej przez rządową agencję CDC – Centrum Kontroli Chorób), do której lekarze i rodzice dobrowolnie zgłaszają niepożądane powikłania poszczepienne (NOPy). Z szacunków FDA (amerykańskiej Agencji Leków i Żywności) wiadomo, że zgłaszanych jest nie więcej niż 5% wszystkich powikłań, co znaczy, że liczby zgłoszonych przypadków należy pomnożyć przez ok. 20, aby otrzymać szacunkowe liczby wszystkich prawdopodobnych NOPów. Od 1990 r. do VAERS zgłoszono 2432 przypadków autyzmu (x20 = ok. 40 000) oraz 1857 (x20 = ponad 30 000) przypadków zapalenia mózgu i encefalopatii. Autyzm to forma chronicznej encefalopatii.

Również analiza częstości zachorowań dzieci na autyzm wskazuje na korelację z liczbami stosowanych szczepień. Od roku 1975 do 2012 wprowadzono do kalendarza szczepień dla niemowląt w USA co najmniej 10 nowych szczepionek i w tym czasie zachorowalność na autyzm wzrosła 100-krotnie. W 1975 r. chorowało 1 dziecko na 5000, a w 2012 już 1 na 50.

Najważniejsze informacje pochodzą jednak od rodziców. Tysiące rodziców z całego świata donoszą poprzez Internet o tym, że ich normalnie rozwijające się dzieci cofnęły się w rozwoju i zachorowały na autyzm/encefalopatię wkrótce po jakichś szczepieniach. Najczęściej obserwowali te zmiany po szczepieniach DTP i MMR. Wiemy z badań, że inne szczepienia (zwłaszcza WZW-B) również mogą wywoływać autyzm. Z obserwacji rodziców i lekarzy wiemy też, że autyzm nie występuje wśród dzieci nieszczepionych (jedną z takich nieszczepionych populacji w USA jest społeczność Amiszów). Na związek autyzmu oraz wielu innych chronicznych chorób pediatrycznych ze szczepieniami wskazuje też niemieckie badanie sondażowe przeprowadzone na kilkunastu tysiącach dzieci.

Nie ma dowodów, by jakiekolwiek inne czynniki tak silnie jak szczepienia korelowały z epidemią autyzmu. Zaprzeczanie tym faktom przez establiszment farmaceutyczno-medyczny wskazuje albo na jego ignorancję i arogancję, albo na świadome okaleczanie dzieci dla zysków oraz w celu chronienia swych posad. Jedno i drugie jest niewybaczalne w obliczu milionów trwale okaleczonych lub zabitych przez szczepienia dzieci. Proszczepieniowy establiszment bezpodstawnie zaprzecza związkom autyzmu ze szczepieniami, lecz odmawia przeprowadzenia niezależnych, wiarygodnych badań porównujących zdrowie dzieci szczepionych i nieszczepionych, a nawet blokuje takie badania. To świadczy, że boi się ich wyników, bo doskonale zdaje sobie sprawę, iż one ostatecznie wykażą, że toksyczne, nadmierne szczepienia są odpowiedzialne za epidemię autyzmu, i to stanie się ich oskarżeniem.

Autyzm może wywołać zarówno indywidualna szczepionka, jak i kombinacje. Im liczniejsze i wcześniejsze szczepienia, tym większe ryzyko. Jak pokazują dane VAERS, nie ma szczepionek całkowicie bezpiecznych, każda może powodować NOPy i zgony, choć niektóre wyróżniają się szczególną toksycznością. Dlatego amerykański Sąd Najwyższy zawyrokował, że „szczepienia są nieuchronnie niebezpieczne”.

Oponenci zarzucają Pani nierzetelność, mylenie hipotez z dowodami, etc. Jak Pani ocenia te zarzuty? Ktoś podjął z Panią rzetelną dyskusję, czy skończyło się na epitetach?

Zacznijmy od pytania – kim są ci oponenci? Są nimi wakcynolodzy, producenci szczepionek oraz lobbyści, którzy żyją z reklam i handlu szczepionkami. Na całym świecie tacy ludzie są sowicie wynagradzani przez koncerny farmaceutyczne za szczepieniową propagandę. Żaden z nich nie jest w stanie przedstawić dowodu czy racjonalnego argumentu obalającego dane o NOPach (które przytaczam), bo są one dobrze udokumentowane, pochodzą z rządowych baz i statystyk, wiarygodnych publikacji naukowych oraz zeznań tysięcy rodziców. Dlatego ci oponenci posługują się wyłącznie epitetami. Podobnie jak ja atakowani są wszyscy naukowcy czy lekarze na świecie, którzy kwestionują bezpieczeństwo szczepień.

Jeśli chodzi o doświadczenie i rzetelność naukową, to jestem pewna, że żaden z tych oponentów nie dorównuje mi dorobkiem naukowym w postaci przełomowych odkryć i publikacji w naukach biomedycznych, które doczekały się wielu tysięcy cytowań w światowej literaturze naukowej i były podstawą do dwukrotnej nominacji przez zachodnich uczonych mojej kandydatury do Nagrody Nobla. Zarzucanie mi, że nie odróżniam hipotez od dowodów jest po prostu śmieszne i świadczy, że moi krytycy nie mają pojęcia, czym jest nauka i jak sprawdza się hipotezy. O hipotezie związku szczepień z autyzmem można było mówić 20 lat temu, kiedy pojawiły się na ten temat pierwsze publikacje (począwszy od pracy Wakefielda). Dziś ta hipoteza została potwierdzona na wiele sposobów: licznymi niezależnymi badaniami, testami i publikacjami naukowymi, ponad 2 dekadami doświadczeń, zeznaniami tysięcy rodziców i lekarzy, ogromną bazą danych o NOPach, obserwacjami i badaniami populacji dzieci nieszczepionych, wśród których autyzm nie występuje, a także decyzjami sądów. W samych USA przyznały one prawie 3 miliardy dolarów odszkodowań za NOPy włączające encefalopatię poszczepienną, czyli autyzm. Relegowanie przez lobby szczepionkowe licznych dowodów na związek autyzmu ze szczepieniami do kategorii permanentnych hipotez wskazuje na świadome fałszerstwo. Nauka stale ewoluuje i w miarę pojawiania się nowych odkryć zmieniają się nasze poglądy, lecz na dziś nie ma bardziej przekonujących i liczniejszych dowodów wyjaśniających przyczyny autyzmu niż poszczepienne uszkodzenie mózgu u dzieci.

Dlaczego lobby szczepionkowe jak ognia boi się prawdy o NOPach i ukrywa te dane przed społeczeństwem? Dlaczego stygmatyzuje i atakuje lekarzy, naukowców, dziennikarzy i rodziców, którzy szerzą tę wiedzę? Sądzę, że każdy bez trudu odpowie sobie na te pytania w myśl maksymy: podążaj tropem pieniądza.

Kierowała Pani także listy do różnych polskich instytucji i organów władzy. Czy ktoś na nie odpowiedział?

Kiedy pani premier Kopacz była Ministrem Zdrowia, zaproszono mnie do MZ na wygłoszenie wykładu o NOPach. Odniosłam wrażenie, że potem coś się pozytywnie zmieniło i obiecano wycofanie z Polski szczepionek z rtęcią. Obawiam się jednak, że są one nadal w użyciu, ponieważ Światowa Organizacja Zdrowia poparła ich stosowanie w krajach ubogich, zaś Narodowy Instytut Zdrowia (PZH) usankcjonował używanie rtęciowych szczepionek w Polsce. MZ konsultowało się ze mną też w sprawie toksycznych szczepionek przeciw wymyślonej „pandemii” świńskiej grypy w 2009 r. Być może moje opinie pomogły premier Kopacz podjąć wówczas słuszną decyzję odmowy ich nabycia, co uratowało Polaków przed ciężkimi powikłaniami i zgonami poszczepiennymi. Swą przezornością i odwagą przeciwstawienia się presji karteli farmaceutycznych premier Kopacz zyskała sobie potem światowe uznanie.

Śledzi Pani i opisuje debatę wokół szczepień toczącą się w krajach anglosaskich i w USA. Jakie są jej najważniejsze elementy, osie sporu pomiędzy zwolennikami zmasowanych szczepień a ich przeciwnikami?

W USA dyskusje społeczne o masowych szczepieniach toczą się wokół kilku głównych kwestii. Pierwsza dotyczy nielegalnego przymusu szczepień. W USA szczepienia są dobrowolne, lecz koncerny korumpują pediatrów, urzędników federalnych oraz stanowych i przymuszają rodziców do szczepienia swoich dzieci, strasząc, że nie będą przyjęte do szkół publicznych, jeśli nie będą zaszczepione. Świadomi, wykształceni rodzice, którzy chcą uchronić swe dzieci przed NOPami, nie szczepią, choć nierzadko muszą toczyć walki ze skorumpowanymi urzędami. Rodzice żądają pełni praw rodzicielskich i obywatelskich w podejmowaniu decyzji dotyczących szczepień.

Druga oś dyskusji to domaganie się od urzędów medycznych, lekarzy, przemysłu farmaceutycznego i mediów wiarygodnych informacji o NOPach. Te informacje są w USA (podobnie jak w Polsce) ukrywane przed społeczeństwem i fałszowane, by stwarzać pozory, że szczepienia są bezpieczne. Rodzice sami muszą je zdobywać i się nimi dzielą, lecz spotykają się z zastraszaniem i pogróżkami ze strony establiszmentu medycznego i dilerów szczepionek.

Rodzice, naukowcy i lekarze przedstawiający dowody poszczepiennych okaleczeń dzieci żądają, by decydenci, którzy ustalają programy szczepień i zatwierdzają szczepionki, przyznali się do swych błędów. To ułatwi rodzicom ubieganie się o odszkodowania niezbędne dla opieki na chorymi dziećmi. Domagają się również obalenia korupcyjnej ustawy, która zapewnia producentom szczepionek immunitet wobec skarg o wyrządzone krzywdy.

Dyskutuje się też kwestię racjonalności masowych szczepień. Ich zwolennicy posługują się błędną teorią z początków XX w. tzw. odporności stadnej, która zakłada, że gdy 95% osobników populacji będzie zaszczepionych, to choroby zakaźne nie będą występować. Tą teorią fałszywie tłumaczono spadek zachorowań i śmiertelności z powodu chorób zakaźnych w drugiej połowie XX w. Dane demograficzne wielu krajów wykazały, że zachorowania i zgony z powodu tych chorób zmniejszały się systematycznie od początku XX w., i że wprowadzenie masowych szczepień nie miało na nie praktycznie żadnego wpływu. Decydującą rolę odegrały: polepszenie higieny i warunków życia ludności, upowszechnienie kanalizacji i dostępu do czystej wody, poprawa odżywienia i edukacji społeczeństwa oraz produkcja antybiotyków.

Proponenci masowych szczepień straszą, że dzieci będą nagminnie umierać, jeśli nie będą szczepione. Dalekie jest to od prawdy. Statystyki historyczne ujawniły, że w miastach Anglii, gdzie stosowano przymus szczepień przeciw ospie, więcej ludzi umierało podczas jej epidemii, niż w Leicester, gdzie zniesiono ten przymus. W USA i w Polsce w latach 1950-1960 po wprowadzeniu masowych szczepień przeciw polio szczepionkami zawierającymi żywe wirusy tysiące dzieci zostało sparaliżowanych. Współczesne statystyki z Niemiec, Holandii i innych krajów Europy Zachodniej, gdzie stosuje się 2-3 razy mniej szczepień niż w USA czy w Polsce i gdzie są one dobrowolne (a znaczny odsetek rodziców wcale nie szczepi) pokazują, że wskaźniki umieralności niemowląt są tam co najmniej 2 razy niższe niż w krajach intensywnie szczepiących. Ponadto badania pokazują, że dzieci nieszczepione znacznie rzadziej chorują na różne choroby chroniczne, neurologiczne i neurorozwojowe niż te szczepione. Zarówno nieszczepione jak i szczepione dzieci czasem zapadają na choroby zakaźne, przeciw którym się szczepi. Podobnie jest w Polsce – mimo ponad 98% wyszczepialności tysiące dzieci rocznie nadal chorują na te choroby, lecz nikt od nich dziś nie umiera. W naszych czasach są to choroby łagodne i łatwo uleczalne.

Podsumowując, zarówno dane historyczne, jak i współczesne badania i obserwacje wykazują, że w XXI w. przy dostępnej dobrej opiece medycznej masowe szczepienia nie są potrzebne, gdyż przynoszą więcej szkód niż korzyści. Także w ubogich krajach Afryki pewne szczepienia nie tylko nie chronią przed chorobami, ale zwiększają umieralność dzieci.

Opisuje Pani przeróżne machlojki, kłamstwa, które stały się udziałem koncernów farmaceutycznych walczących o rynek szczepień. Proszę opisać naszym Czytelnikom kilka przykładów.

Informacje o systemowej korupcji koncernów farmaceutycznych coraz częściej pojawiają się w światowych mediach. Szacuje się, że około 20% przestępstw korporacyjnych jest popełnianych przez te firmy. Mamy tu do czynienia z fałszowaniem wyników badań, publikowaniem sfabrykowanych, kłamliwych publikacji – często z badań, które nie zostały wykonane, z oszukiwaniem urzędów zatwierdzających leki, lekarzy i pacjentów co do bezpieczeństwa i skuteczności leków, ukrywaniem dowodów ich szkodliwości, wręczaniem łapówek lekarzom i urzędnikom medycznym, by przepisywali i zalecali konkretne leki, z oszukiwaniem ubezpieczycieli, przekupywaniem i niszczeniem producentów tańszych leków, terroryzowaniem lekarzy, naukowców, dziennikarzy, którzy ośmielają się krytykować te praktyki, itd.

Wikipedia zamieszcza listę najważniejszych procesów i odszkodowań, które koncerny farmaceutyczne musiały zapłacić w latach 2004-2012. Łączna ich suma przekroczyła 17 miliardów dolarów, co stanowi tylko ułamek kosztów wyrządzonych szkód. Jednym z najgłośniejszych przykładów korupcji był skandal związany z lekiem przeciw chorobom reumatycznym, Vioxxem. Jego producent (Merck) miał dowody z własnych badań, że lek ten jest kardiotoksyczny i wywołuje zawały serca oraz udary mózgu, lecz ukrył te dane przed agencją zatwierdzającą leki. Vioxx wypuszczono na rynek w 1999 r. i wycofano w 2004 po tym, kiedy zabił ponad 60 000 osób. Firma zapłaciła blisko 6 miliardów dolarów odszkodowań i kosztów prawnych za spowodowane okaleczenia i zgony, lecz zarobiła na sprzedaży leku netto ponad miliard dolarów. Żaden z dyrektorów firmy nie poszedł do więzienia za tę zbrodnię, która firmie się nawet opłaciła.

Dr Diane Harper, która prowadziła badania kliniczne ze szczepionką HPV (przeciw wirusowi brodawczaka), ujawniła korupcyjny skandal związany z wypuszczeniem jej na rynek i agresywnym promowaniem stosowania jej u dziewcząt. Od 2007 r. do 10.2014 do VAERS zgłoszono 171 zgonów, 1188 przypadków trwałych okaleczeń, 11 885 wizyt w pogotowiu i ok 100 przypadków raka szyjki macicy u dziewcząt i młodych kobiet po szczepieniach HPV (te liczby powinny być pomnożone przez ok. 20, aby otrzymać przybliżone liczby wszystkich prawdopodobnych NOPów). Dr Harper podkreśla szkodliwość i absurd podawania tych szczepień dziewczętom, gdyż nie ma żadnych dowodów, że chronią one przed rakiem i istnieją skuteczne, bezpieczne metody zabezpieczenia się przed nim. Ostatnio firma GSK została skazana w Chinach na zapłacenie 297 milionów funtów kary za przekupywanie urzędników medycznych. Podobne procesy przeciw koncernom farmaceutycznym toczą się w innych krajach.

Warto tu zacytować słowa papieża Franciszka nt. systemowej korupcji, typowej dla współczesnego kapitalizmu. „Korupcja jest większym złem niż grzech. Nie da jej się zwalczyć przebaczeniem, to zło musi być wyleczone…. Korupcja stała się naturalnym sposobem docierania do urzędów państwowych, osobistym i społecznym zwyczajem powszechnie praktykowanym w transakcjach handlowych i finansowych, przy zamówieniach publicznych, w jakichkolwiek negocjacjach z urzędami państwowymi. (…) Wiele międzynarodowych konwencji i traktatów jest poświęconych w tej sprawie (…) lecz nie są one nastawione na ochronę obywateli, którzy są ostatecznymi ofiarami korupcji – w szczególności tych najbardziej poszkodowanych – tylko na to, by chronić interesy operatorów rynków gospodarczych i spółek finansowych”. Nie ulega wątpliwości, że korupcja w medycynie i w przemyśle rolniczym jest najbardziej szkodliwa, gdyż stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia całych narodów, a nawet dla przetrwania naszego gatunku.

W całej propagandzie szczepieniowej chodzi przede wszystkim o zyski koncernów?

„Idź tropem pieniądza” – mówi prawnicza maksyma. Jak w każdej reklamie czy propagandzie, chodzi tu przede wszystkim o zyski. Bez wysokich korporacyjnych „honorariów” dla lobbystów nikt by tak agresywnie i kłamliwie nie reklamował szczepień w mediach, ani Sanepidy nie terroryzowałyby rodziców rezygnujących ze szczepień. Oskarżenia wysuwane przeciw osobom nieszczepionym, jakoby zagrażały one zdrowiu szczepionych roznosząc choroby zakaźne, są nielogiczne i fałszywe. Jeśli szczepienia są cokolwiek warte i chronią przed chorobami (na co nie ma dowodów), to szczepieni nie powinni się obawiać, że się zarażą. Skoro się boją, to okazują, że sami nie wierzą w skuteczność szczepień. Po co się w takim razie szczepią? Statystyki i badania wykazują, że szczepieni równie często, niekiedy częściej, zapadają na choroby zakaźne niż nieszczepieni, i że przeciwciała wyprodukowane pod wpływem szczepień utrzymują się w organizmie najwyżej kilka lat. Szczepienia nie dają długotrwałej odporności, więc wiara w ich ochronną moc jest złudna.

Podobno USA są jednym z nielicznych państw posiadających w miarę rzetelną bazę NOP. Jak kształtowały się te dane w ostatnich latach?

Na żądanie Kongresu stworzono w USA bazę danych VAERS, w której rejestruje się NOPy od 1990 r. Udokumentowane medycznie przypadki mogą być tam zgłaszane zarówno przez pacjentów jak i lekarzy. Baza jest publicznie dostępna przez Internet i służy pacjentom, lekarzom, naukowcom, agencjom medycznym i prawnikom do oceny szkodliwości różnych szczepionek. Jak wcześniej wspomniałam, zgłaszanych jest nie więcej niż 5% przypadków powikłań, więc liczby zarejestrowanych NOPów należy pomnożyć przez ok. 20, by otrzymać przybliżone liczby wszystkich prawdopodobnych przypadków.

Ogólne wejrzenie w dane VAERS ukazuje prawdziwe pobojowisko poszczepienne. Od 1990 r. zgłoszono 471 242 NOPów, co znaczy, że było ich (x 20) prawdopodobnie ponad 9 milionów; 5723 zgonów (x20 = ok. 100 000); 10 800 trwałych uszkodzeń/okaleczeń (x 20 = ponad 200 000); 50 029 hospitalizacji (x 20 = rzędu miliona); 162 182 wizyty w pogotowiu (x 20 = przeszło 3 miliony). Najwięcej zgonów poszczepiennych zanotowano wśród niemowląt do 6 miesiącu życia i osób po 65 r. Te liczby przerażają, zwłaszcza w zestawieniu ze znikomą liczą zgonów lub ich brakiem (mimo zachorowań) z powodu chorób zakaźnych, przeciw którym się szczepi. Jeśli dodamy do tego choroby chroniczne, w tym nowotworowe, będące skutkiem szczepień, obraz staje się jeszcze bardziej tragiczny. Dziś w USA ok. 60% dzieci cierpi na jakąś chorobę chroniczną, a ok. 20% miało lub ma zdiagnozowaną chorobę mózgu. Liczby chorych, ułomnych dzieci stale rosną, a inteligencja tych dzieci stale się obniża. Nietrudno sobie wyobrazić przyszłość kraju, w którym większość ludzi będzie upośledzona, a wszystko ku temu zmierza. Choć nie można całej winy za to masowe upośledzenie społeczeństwa zrzucać tylko na szczepienia, to niewątpliwie odgrywają tu one dominującą rolę, gdyż są pierwszymi toksynami wstrzykiwanymi niemowlętom.

Jak wygląda w USA kwestia odszkodowań dla osób poszkodowanych w wyniku szczepień?

Systemowa korupcja w legislaturze polega m.in. na tym, że bogate koncerny piszą sobie ustawy służące ich interesom, które Kongres posłusznie przegłosowuje. Jedna z nich dotyczy immunitetu dla producentów szczepionek. Niezależnie od tego, ile milionów ludzi firmy zabiją lub okaleczą szczepionkami, nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności. By uspokoić nastroje społeczne, w 1986 r. stworzono Narodowy Sąd Szczepień, który zajmuje się rozważaniem pozwów i przyznawaniem odszkodowań za NOPy. Sąd ten jest bardzo restrykcyjny i tylko niewielki procent pozwów jest rozpatrywanych pozytywnie, niemniej przyznał już ok. 3 miliardów dolarów odszkodowań. Pieniądze są wypłacane z publicznej kasy, a producenci szkodliwych szczepionek pozostają bezkarni, dlatego nie mają żadnej motywacji, by wytwarzać bezpieczne produkty. Rodzice okaleczonych przez szczepienia dzieci domagają się umożliwienie im bezpośredniego skarżenia koncernów.

Zaproponowała Pani zmiany w polskim programie szczepień obowiązkowych, tak by uczynić go bardziej rozsądnym. Jakie są główne wady obecnego programu szczepień? Na co chciałaby Pani uwrażliwić polskich rodziców?

Polska jest członkiem Unii Europejskiej i w wielu aspektach przyjęła unijne prawa. Dlaczego więc w kwestii szczepień nadal stosuje się u nas totalitarny obowiązek lub przymus szczepień? W Europie Zachodniej, a także na Litwie i w Estonii, szczepienia są tylko dobrowolne i to powinno być wzorcem dla Polski. Obowiązek szczepień stosuje się wyłącznie w paru najbiedniejszych krajach postsocjalistycznych. Nie wątpię, że wiąże się to z rozbuchaną korupcją. Jak wykazują doświadczenia krajów zachodnich, oddanie rodzicom decyzji odnośnie szczepień dzieci nie skutkuje bynajmniej masowymi zgonami i chorobami, wprost przeciwnie. Wskaźniki umieralności niemowląt są tam 2-3-krotnie niższe niż w Polsce i tamtejsze dzieci są ogólnie zdrowsze. Również badania dowodzą, że w krajach, gdzie stosuje się mniej szczepień, umieralność dzieci jest mniejsza. Na Zachodzie jedni rodzice (zwłaszcza ci najlepiej wykształceni) całkiem rezygnują ze szczepień, inni szczepią selektywnie jedną lub kilkoma szczepionkami w wybranym okresie życia dziecka. Jeśli ono zachoruje, to się je zwyczajnie leczy. I w żadnym kraju zachodnim nie szczepi się noworodków, z wyjątkiem dzieci matek będących nosicielkami wirusa żółtaczki B. Większość rodziców preferuje kilkudniową pielęgnację dziecka, które zapadło na chorobę zakaźną, od ciężaru opiekowania się okaleczonym przez szczepienia potomkiem przez cale życie.

Groźnym elementem polskiego programu szczepień jest też stosowanie archaicznych niebezpiecznych szczepionek, takich jak pełnokomórkowa szczepionka przeciw krztuścowi i doustna przeciw polio (OPV) zawierająca żywe wirusy. Nie stosuje się ich już nigdzie w UE. Pełnokomórkowa szczepionka przeciw krztuścowi (w DTP) nierzadko zawiera aktywne bakterie i powoduje krztusiec u zaszczepionych dzieci i ich rodzin. Jest ona prawdopodobnie odpowiedzialna za tysiące zachorowań na tę chorobę w Polsce, jak i za wiele przypadków śmierci łóżeczkowej. Szczepionka OPV spowodowała setki tysięcy przypadków paraliżu na świecie. Ile ich było w Polsce? Nie wiadomo, bo te dane są ukrywane. Jest ona niebezpieczna nie tylko dla szczepionych dzieci, ale i dla ich otoczenia, bo zaszczepieni przez wiele dni rozsiewają wirusy polio. Obie szczepionki powinny być całkowicie wyeliminowane z użycia w Polsce. Przypuszczam, że ich stosowanie jest podyktowane głównie komercyjnymi interesami ich producentów.

Uważam, że ryzyko poważnych powikłań lub zgonu po szczepieniach jest obecnie dużo większe niż ryzyko zachorowania na którąś z łagodnych i łatwo uleczalnych chorób zakaźnych. Dlatego sama dziś niczym bym nie szczepiła własnego dziecka, najwyżej szczepionką WZW-B przed pójściem do szkoły. Nie udzielam rodzicom porad – szczepić czy nie. Te decyzje muszą należeć wyłącznie do nich i powinny być dobrze przemyślane, oparte na samodzielnie zdobytej wiedzy zarówno nt. NOPów, jak i chorób zakaźnych. Jedni zdecydują się na szczepienia, inni z nich zrezygnują, i te wybory powinno się akceptować, bo to rodzice ponoszą odpowiedzialność za swoje dzieci. Tym, którzy chcą szczepić, radzę tylko rozważyć opóźnienie szczepień i stosowanie stosunkowo bezpieczniejszych szczepionek (bez rtęci i możliwie bez adiuwantów).

Nikt nie powinien godzić się na szczepienie, zanim nie przeczyta pełnej firmowej ulotki o składzie danej szczepionki i o NOPach, jakie może ona powodować. Żaden urząd nie ma prawa zmuszać rodziców do zabiegów medycznych, które mogą trwale okaleczyć lub zabić ich dzieci. Przed tym broni polskich obywateli Konstytucja. W Polsce rodzi się zbyt mało dzieci, więc każde jest na wagę złota nie tylko dla rodziców, ale i dla całego społeczeństwa. Gdyby dzięki zredukowaniu NOPów (przez ograniczenie szczepień) udało się zmniejszyć wskaźnik umieralności niemowląt do 3 lub poniżej na 1000 zdrowych urodzeń, to ocaliłoby się od 1000 do 1500 polskich dzieci rocznie.

Źródło: https://dziecisawazne.pl/masowe-szczepienia-nie-sa-potrzebne-rozmowa-z-prof-maria-dorota-majewska/

DODAJ KOMENTARZ

Reklamy

Aluminium. Tego nie polubisz

Po więcej informacji zapraszam pod opisy pod filmami na YouTube.

DODAJ KOMENTARZ

Toksyny wokół nas

      „Niedzielny poranek. Młoda ciężarna kobieta właśnie wyszła z kąpieli. Jej ciało pachnie owocowym żelem i balsamem nawilżającym. Siedzi wygodnie na nowoczesnej kanapie, popija soczek z puszki i wdycha zapach wiosny z elektrycznego odświeżacza powietrza. Właśnie skończyła sałatkę z tuńczyka. Sielanka. Czy będzie pamiętać ten dzień, kiedy za parę lat badania potwierdzą u niej złośliwy nowotwór, kiedy jej kilkuletni syn będzie miał poważne problemy z nauką i gdy jej piękna córka drżącym głosem powie: mamo nigdy nie zostaniesz babcią” (fragment recenzji książki pt. „Mordercza gumowa kaczka”)

Toksyczne substancje dostają się do naszych organizmów nie tylko z jedzeniem, piciem czy powietrzem, ale też poprzez odzież, garnki i patelnie, butelki dla niemowląt, meble, materiały budowlane, zabawki, urządzenia elektroniczne oraz kosmetyki. Co zmienić w gospodarstwie domowym, by zmniejszyć zanieczyszczenie naszych organizmów toksycznymi substancjami?

Poniższe nagranie to wykład dziennikarki Katarzyny Lewkowicz-Siejki, dotyczący toksyn znajdujących się w otoczeniu człowieka. Wykład został wygłoszony w ramach działalności Stowarzyszenia Promocji Zdrowego Stylu Życia – Sięgnij po zdrowie, 26 kwietnia 2014 roku, w Poznaniu.

Zobacz też:

Smugi chemiczne (chemtrails)

Zanim przeklną nas dzieci

Niebezpieczne dodatki do żywności

Sprzątanie toksyczna obsesja

____________________________

DODAJ KOMENTARZ

Polska Akademia Zdrowia. Nowoczesne „terapie”

Satysfakcja jest ogromna, gdy pomaga się tam gdzie autorytety medyczne odstąpiły od dalszego leczenia.
(Dr n. med. Antoni Krasicki)

Zachęcam do obejrzenia czteroczęściowego wykładu Jerzego Zięby, autora książki pt. „Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie”. Z wykładu można dowiedzieć się mnóstwa ciekawych rzeczy o innych niż przyjęte metodach leczenia schorzeń przewlekłych, takich jak miażdżyca czy osteoporoza oraz choroba nowotworowa, a także o zapobieganiu im przy zastosowaniu odpowiedniego, zdawałoby się niekonwencjonalnego postępowania. Znajdziemy w nim również informację dotyczącą skutków ubocznych powszechnie stosowanych metod i lekarstw.

Jerzy_Zieba

Jerzy Zięba od ponad 20-stu lat zajmuje się naturoterapią, szczególnie w odniesieniu do naturalnych metod leczenia i zapobiegania chorobom przewlekłym i nowotworom. Publikuje artykuły w prasie, jak też prowadzi wykłady dotyczące prostych i skutecznych metod leczenia i zapobiegania chorobom bez stosowania środków sztucznie syntetyzowanych. Jest dyplomowanym hipnoterapeutą klinicznym w Australii i USA. Jest też tłumaczem książki „Cholesterol – naukowe kłamstwo”, której autorem jest dr Uffe Ravnskov. Książka ta powstała po wielu latach analiz badań medycznych czy innych publikacji medycznych, które środowisku medycznemu zupełnie nie są znane.

Polecam również inne filmy z Jerzym Ziębą, które znaleźć można na YouTube.

A także: http://ukryteterapie.pl/strona/wyklady

             https://vimeo.com/user75852809

________________________________________

DODAJ KOMENTARZ

Zasady zdrowego odżywiania

Trzeba wyraźnie oddzielić zdrowe odżywianie od wszelkich diet. Tu nie chodzi tylko o słowa – nazywanie wszystkich sposobów odżywiania się dietą. Chodzi o sprawę zasadniczą, a mianowicie o podstawy, na których bazują te dwa tak od siebie różniące się nurty nakazujące odmienne sposoby odżywiania.

Pod pojęciem diety rozumiemy dwa sposoby odżywiania się: manieryczny i medyczny.

Diety manieryczne oparte są na względach religijnych, etycznych albo upodobaniach kulinarnych, szczególnie wstręcie do jedzenia pewnych rodzajów pożywienia. Przykładem tego nurtu może być wegetarianizm albo jego skrajna odmiana – weganizm.

Diety medyczne oparte są na założeniu, że nie ma ludzi zdrowych, a jedynie źle zdiagnozowani, więc każdego człowieka trzeba leczyć, a dieta jest jednym z elementów każdej kuracji. Diety medyczne opracowywane są przez dietetyków, a za podstawę przyjmują odkrycia nowej dziedziny wiedzy – biochemii. Diety medyczne mają charakter chorobotwórczy, a najlepszym przykładem jest piramida żywieniowa, opracowana przez oenzetowską agendę do spraw chorób i depopulacji, ironicznie zwaną Światową Organizacją Zdrowia.

Mimo że są od siebie tak różne, wszystkie diety mają jedną wspólną cechę – jakościowe zubożenie pożywienia poprzez wyeliminowanie jakiejś grupy produktów żywnościowych. Inaczej mówiąc: istotą każdej diety jest zubożenie substancji odżywczych. Toteż diety w chorobach, podobnie jak leki, mogą przynieść pewne korzyści zdrowotne, natomiast uporczywe trwanie przy diecie czy lekach, na dłuższą metę jest po prostu rujnowaniem zdrowia.

Zasady zdrowego odżywiania oparte są nie na odkryciach naukowych, lecz są kontynuacją sposobu odżywiania się naszych przodków, z uwzględnieniem dostosowania do warunków klimatycznych i regionalnych, zwanych tradycją kulinarną.

Jesteśmy potomkami przodków

Ludzki gatunek nie pojawił się w XX wieku, gdy na masową skalę wprowadzono margarynę, genetycznie zmodyfikowaną soję, chipsy, coca-colę, fast-foody, rafinowaną żywność, liczenie kalorii, unikanie cholesterolu oraz najrozmaitsze diety mające być bardziej naturalne od dotychczasowego, tradycyjnego sposobu odżywiania się.

Ludzki gatunek ma za sobą miliony lat ewolucji, a nasze przewody pokarmowe dziedziczymy po odległych przodkach, co stwarza pewien problem. Otóż ludzki przewód pokarmowy nie nadąża za postępem technologicznym w produkcji żywności, a także nie chce się dostosować do naukowych, czyli bardzo mądrych teorii odżywiania opracowywanych przez Światową Organizację Zdrowia, które jako żywo przypominają przysłowiową próbę dopasowania konia do chomąta. Nie może zatem dziwić, że diety opracowywane przez tę organizację „zdrowia” mają charakter raczej chorobotwórczy, więc co rusz są zmieniane, a każda następna ma być już tą najlepszą, dopóki się nie okaże, że ta też jest tak samo chorobotwórcza, jak wszystkie inne.

A skoro tak, skoro konia do chomąta dopasować się nie da, nie pozostaje nic innego, jak dopasować chomąto do konia – nie ma rady. Toteż zasady zdrowego odżywiania bazują na atawistycznych predyspozycjach naszego gatunku, a także upodobaniach kulinarnych naszych ludzkich przodków biorących swe korzenie z epoki paleolitu, gdyż ewolucja jest procesem bardzo powolnym, w naszym, ludzkim odczuciu upływu czasu. Tymczasem kilka tysięcy lat, dla nas okres niewyobrażalny, dla ewolucji jest ledwie zauważalnym kroczkiem na drodze przemian gatunkowych.

Ewolucja człowieka

Kolebką ludzkości jest prekambryjska Płyta Afrykańska, którą zamieszkiwali wspólni przodkowie małp człekokształtnych i człowieka. Około 10 mln lat temu, w wyniku wypiętrzenia się pasm górskich Wielkich Rowów Afrykańskich, klimat Afryki zróżnicował się na wilgotne lasy równikowe zachodniej i suche sawanny wschodniej części Afryki. Z naszych wspólnych przodków w warunkach lasów równikowych rozwinęła się linia ewolucyjna naczelnych, zaś w wyniku adaptacji do warunków bezdrzewnej sawanny ewoluowały populacje przodków człowieka.

Pierwszymi formami tej linii ewolucyjnej były australopiteki, które pojawiły się około 5 mln lat temu. Miały masywną, wysuniętą do przodu twarzoczaszkę i niski wzrost. Posiadały niewielką jeszcze pojemność czaszki (około 500 cm3), lecz już poruszały się na dwóch nogach. Zredukowaniu uległy kły i diastema (charakterystyczna dla małp przerwa między kłem a siekaczami). Australopiteki były wszystkożerne – na ich pożywienie składały się bulwy, owoce, jaja ptaków, drobne bezkręgowce oraz mięso większych zwierząt, zdobyte w wyniku prostych form polowania. Nie gardziły także padliną. Nie ma dowodów, że australopiteki produkowały narzędzia, lecz nie można wykluczyć, że posługiwały się nie obrobionymi kośćmi, kamieniami czy patykami.

Przed około 3 mln. lat z grupy australopiteków wyodrębnił się pierwszy gatunek człowieka. Był już wyższy, jego sylwetka była bardziej wyprostowana, a tym samym był lepiej przystosowany do poruszania się na dwóch nogach. Miał delikatniejszą, lepiej wysklepioną czaszkę o większej pojemności (700 – 800 cm3).

Budowa anatomiczna kości dłoni wskazuje, że posiadał on zdolność wykonywania precyzyjnych czynności. Na podstawie badań archeologicznych wiemy, że ponad 2 mln lat temu człowiek ten wytwarzał pierwsze narzędzia kamienne, stąd też nadano mu nazwę gatunkową Homo habilis (człowiek zręczny).

Kolejny gatunek człowieka – Homo erectus (człowiek wyprostowany) pojawił się w Afryce około 2 mln lat temu. Charakteryzują go silnie rozwinięte wały nadoczodołowe, pochylone czoło oraz masywne i wysunięte do przodu szczęki. Jego wzrost i proporcje ciała zbliżone były do człowieka współczesnego. W wyniku ewolucji u tego gatunku znacznie powiększyły się rozmiary mózgu: od 800 cm3 u najwcześniejszych form, do około 1.200 cm3 u form późniejszych. Taka pojemność mózgu „zahacza” już o zakres mózgu współczesnego człowieka wahającą się między 1.000 a 2.000 cm3.

Homo erectus udoskonalił technikę produkcji narzędzi, dobrze opanował sztukę polowania, a także nauczył się rozniecać ogień. Jako pierwszy wywędrował z Afryki. Ponad 1,5 mln lat temu dotarł do zachodniej Azji, a około miliona lat temu do Europy. Również na terenie dzisiejszej Polski odkryto narzędzia datowane na około 500 tys. lat temu, produkowane przez Homo erectus.

Około 500 tys. lat temu wśród europejskich populacji Homo erectus wyodrębnia się gatunek zwany człowiekiem neandertalskim, który z nieznanych powodów wymarł około 35 tys. lat temu.

Około 200 tys. lat temu z afrykańskiej linii Homo erectus rozwijają się pierwsi przedstawiciele naszego gatunku – Homo sapiens (człowiek rozumny). Około 45 tys. lat temu człowiek współczesny dotarł do Europy, gdzie zastał grupy neandertalczyków, które wymarły dopiero ok. 10 tys. lat później.

Od swoich przodków Homo sapiens różni się cofniętą twarzoczaszką i rozwiniętą mózgoczaszką, delikatną budową szkieletu, wyższym wzrostem oraz zdolnością do artykułowanej mowy.

Warunki środowiskowe paleolitu

Tak się składa, że na okres kształtowania się gatunku ludzkiego na terenach dzisiejszej Europy przypada okres częstych zmian klimatycznych (epoka lodowcowa zwana plejstocenem), gdy olbrzymie lodowce kontynentalne – lądolody pokrywały znaczną część kontynentu. Obrzeża lądolodu pokrywała plejstoceńska tundra, zaś cieplejsze rejony środkowe i południowe kontynentu porastały bory plejstoceńskiej tajgi.

Okres ten zwany jest erą wielkich ssaków (megafauny), a głównymi jej przedstawicielami na kontynencie europejskim były: żubr pierwotny (do 2,5 m wysokości, ważący do 2,5 tony), mamut włochaty (do 3 m wysokości, ważący do 6 ton), piżmowół (do 1,5 m wysokości, ważący do 0,5 tony), jeleń olbrzymi (do 2 m wysokości, ważący do 0,5 tony), wymarły w XVII wieku przodek bydła domowego – tur (do 1,9 m wysokości, ważący do 1 tony), a także niedźwiedź jaskiniowy (do 1,7 m wysokości, ważący do 1 tony) i hiena jaskiniowa (dwukrotnie większa od obecnej hieny cętkowanej).

Wędrówki zwierząt plejstoceńskiej megafauny

Wraz z nadejściem lata roślinność tundry gwałtownie budzi się do życia. Rośliny starają się jak najlepiej wykorzystać krótkotrwałe nasłonecznienie, więc szybko rozwijają mięsiste liście potrzebne do wychwycenia skąpej ilości energii słonecznej. Wiele ziół wydaje kolorowe kwiaty, więc w tym krótkim okresie lata tundra mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Na drobnych krzewinkach dojrzewają borówki i maliny.

Zimowe miesiące zwierzęta plejstoceńskie spędzały w cieplejszych lasach borealnych tajgi, w których wyściółkę stanowi zeschnięte igliwie, więc dla roślinożerców nie są to warunki korzystne, zwłaszcza dla olbrzymów megafauny potrzebujących sporych ilości pokarmu. Toteż z nastaniem lata rozpoczynała się wędrówka stad na północ do bogatych pastwisk plejstoceńskiej tundry, gdzie mogły zgromadzić odpowiednie zapasy tłuszczu na kolejną zimę. Po krótkim lecie tundrę zalega gruba pokrywa śnieżna, więc stada tych olbrzymich zwierząt udawały się z powrotem w cieplejsze rejony plejstoceńskiej tajgi.

Życie ludzi epoki paleolitu

Nasi przodkowie w epoce paleolitu, zwanej epoką kamienia łupanego, przy pomocy prymitywnych narzędzi kamiennych (otoczaków, rozłupców i pięściaków) potrafili już z drewna, kamienia i części zwierzęcych (rzemieni skórzanych, ścięgien, kości, kłów mamutów) wytworzyć proste narzędzia – łuki, groty strzał i oszczepów, kolce maczug, harpuny, igły.

Ubierali się w ciepłe, delikatne skóry zwierząt futerkowych, głównie niedźwiedzi, kun, lisów i borsuków, na które polowali strzelając z łuku, albo zastawiając pułapki.

Okresowo na mieszkania zajmowali jaskinie skalne, ale przeważnie mieszkali w namiotach, których szkielety stanowiła zmyślna kombinacja kości zwierzęcych i gałęzi. Czasami wejścia do namiotu wykonane były z dwóch wkopanych w ziemię mamucich kłów, złączonych u góry na kształt gotyckich odrzwi. Z wierzchu namioty pokryte były zwierzęcymi skórami, z których wykonane było także wejście do namiotu.

Głównym ich zajęciem było polowanie na duże zwierzęta należące do wymarłej już megafauny, których liczne stada wędrowały między tajgą a tundrą, zmuszając tym samym naszych paleolitycznych przodków do podążania w ślad za nimi.

Odżywianie ludzi paleolitu

Ludzie epoki paleolitu byli doskonałymi myśliwymi. Najchętniej polowali na jelenie olbrzymie, żubry pierwotne oraz innych trawożernych przedstawicieli megafauny. Wiedli koczowniczy tryb życia (bez stałych osad) więc nie było potrzeby przenoszenia zabitych zwierząt do odległych siedlisk (najmniejsze ważyły pół tony), tylko siedliska zakładali opodal. Tacy byli praktyczni.

Nie musieli martwić się o świeżość mięsa, gdyż klimat epoki lodowcowej sprzyjał przechowywaniu żywności „na dworze”. Odcinali więc kamiennymi nożami kawały mięsa, piekli na ogniu i jedli do woli. Gdy po obfitym posiłku czuli, że mięso jakoś stoi w żołądku, wiedzieli, że ulgę przynosi zjedzenie pewnych owoców leśnych, liści, korzonków czy kłączy dziko rosnących roślin.

Po pewnym czasie jadalnych roślin w pobliżu obozowiska zaczęło brakować i trzeba było szukać je coraz dalej. A że po obfitym posiłku nie chce się nigdzie chodzić – poszli więc po rozum do głowy i rośliny zbierali przed posiłkiem. W ten oto sposób człowiek epoki paleolitu wynalazł dodatki do dań mięsnych, czyli dobrze nam znane surówki. Ponieważ jedzenie wciąż tej samej żywności może się znudzić, do przyrządzanego mięsa zaczęto dodawać soli oraz wonnych i ostrych ziół. Innymi dodatkami do jadłospisu naszych przodków były występujące sezonowo jajka ptaków, grzyby, orzechy, leśne owoce, a także nasiona dziko rosnących zbóż.

Badacze są zgodni co do tego, że ludzie w epoce paleolitu na zdobycie pożywienia poświęcali nie więcej, jak cztery godziny dziennie. Mieli więc dużo wolnego czasu, który wykorzystywali na wytwarzanie i doskonalenie narzędzi do polowań, albo omawiali nowe sposoby zasadzek na zwierzynę. Jedli więc i siedzieli, bo albo coś dłubali, albo dyskutowali, i tym sposobem doskonalili ludzką mowę. A było to możliwe tylko dzięki temu, że odżywiali się najbardziej odżywczym pożywieniem jakie stworzyła natura – mięsem.

Odżywianie ludzi w okresie rolnictwa

10 tysięcy lat temu klimat Ziemi gwałtownie ocieplił się, lodowce ustąpiły, plejstocen zmienił się w holocen, z terenów dzisiejszej Europy znikły plejstoceńskie tundry i tajgi, a ich miejsce zajęły rozprzestrzeniające się na cały kontynent nieprzebyte puszcze.

Zmiana warunków klimatycznych wywarła istotny wpływ na życie zwierząt roślinożernych. Nie zbierały się już w olbrzymie stada, by wiosną wędrować w kierunku tajgi, obfitującej o tej porze roku w bujne trawy, zioła i pożywne mchy, lecz pojedynczo lub w niewielkich grupach zajęły odpowiadające im terytoria na terenie bezkresnej puszczy.

Skoro ilość zwierzyny w każdym miejscu puszczy była mniej więcej taka sama, to dotychczasowy koczowniczy tryb życia naszych paleolitycznych przodków przestał mieć jakikolwiek sens. W tych warunkach naszym przodkom nie pozostało nic innego, jak osiąść na jednym miejscu, założyć stałe osady, zaś na polowanie wyruszać nieopodal – do puszczy, wśród której żyli.

Okres przechodzenia skupisk ludzkich od wędrownego trybu życia związanego ze zbieractwem, myślistwem i łowieniem ryb do trybu osiadłego, w którym źródłem utrzymania stało się rolnictwo i chów zwierząt, nazwany został neolitem. W porównaniu do poprzednich etapów ewolucji człowieka, epoka neolitu trwała bardzo krótko, bo zaledwie 3 tysiące lat, jednak nastąpiły w niej przemiany rozwojowe naszego gatunku tak znamienne, że obecnie nazywa się je rewolucją neolityczną.

To właśnie dzięki rewolucji neolitycznej jesteśmy takimi, jakimi jesteśmy – ludźmi cywilizowanymi. Wśród wielu zjawisk, które nie występowały wcześniej, lecz pojawiły się dopiero w neolicie, zaliczyć należy:

  • osiadły tryb życia,
  • karczowanie lasów pod uprawy rolne,
  • oswojenie oraz chów zwierząt domowych,
  • handel i usługi,
  • wynalezienie żaren do mielenia zboża oraz garncarstwa i tkactwa,
  • powstanie wyższych i niższych klas w wyniku stworzenia hierarchii społecznej,
  • eksploatacja zasobów naturalnych na niespotykaną wcześniej skalę,
  • eksplozja demograficzna,
  • regulatory przyrostu naturalnego: konflikty zbrojne, klęski głodu, epidemie.

Rewolucja neolityczna wywarła także istotny wpływ na sposób odżywiania się naszych przodków. Nie było już tak, jak dotychczas, że wszyscy członkowie grupy żywili się tym samym – mięsem upolowanych zwierząt, rybami, jajkami, orzechami. W neolicie, w wyniku powstania hierarchii społecznej, mięso zwierząt hodowlanych oraz inna wartościowa żywność była zarezerwowana dla warstwy rządzącej, natomiast pozostali, mimo że tę żywność wytwarzali, musieli zadowolić się podlejszą strawą – chlebem oraz mlekiem i jego wyrobami, ale za wyjątkiem masła, które także było zarezerwowane dla warstwy rządzącej. Mimo wszystko ludzie niskiego stanu cieszyli się, gdy mieli w ogóle co jeść, gdyż w latach nieurodzajnych nawet tej podlejszej strawy dla nich nie starczało.

Można zatem powiedzieć, że w neolicie zdecydowana większość ludzkiej populacji przeszła na żywność nieludzką – produkty skrobiowe, czyli usposabiające do cukrzycy i otyłości wysokoenergetyczne węglowodany, a także mleko pozyskiwane od hodowlanych zwierząt kopytnych, ze swej natury przeznaczone dla cieląt, z dużą zawartością kazeiny służącej do wzrostu racic i zawiązków rogów. Tutaj rodzi się pytanie: jak to jest możliwe, że żywność usposabiająca do otyłości, cukrzycy oraz wszelkich chorób zwyrodnieniowych… tych chorób nie wywoływała? Otóż co do otyłości, to zapobiegała jej ciężka praca przy karczowaniu puszczy, uprawie roli i hodowli zwierząt, z cukrzycą to nie wiadomo jak było, natomiast jeśli chodzi o zwyrodnienia, to kopalne szczątki świadczą, że występowały one na podobną do dzisiejszej skalę.

Powrót do korzeni

Historia lubi się powtarzać. Nie można nie zauważyć, że obecne warunki jako żywo przypominają te z epoki paleolitu – zdobywanie pożywienia bez konieczności wkładu ciężkiej pracy fizycznej, dostatek tego pożywienia oraz przewód pokarmowy przystosowany do trawienia mięsa, wzbogaconego w surówki i rozmaite zioła, dziś zwane przyprawami.

Ponieważ inteligencją zwie się zdolność przystosowania do zmieniających się warunków środowiska, więc wrodzona inteligencja, odziedziczona po przodkach, każe nam wyciągnąć wnioski również w kwestii odżywiania i wrócić do tych zasad, które zostały dobrze wypróbowane przez tysiąclecia istnienia gatunku ludzkiego.

Okres rolnictwa, w którym ludzie w dużej mierze (z konieczności) odżywiali się niepełnowartościowymi dla naszego gatunku płodami rolnymi, trwał 7 tysięcy lat. Dużo to, czy mało? Dla człowieka to szmat czasu, ale dla ewolucji, która nasz gatunek kształtowała przez miliony lat, to okamgnienie, w którym w cechach gatunkowych nic istotnego wydarzyć się nie może. Toteż jesteśmy spadkobiercami cech naszych przodków z epoki paleolitu i jeszcze długo nic się w tej sprawie nie zmieni. Zresztą bardzo wątpliwe jest, by człowiek w procesie doboru naturalnego, z mięsożercy, miał się kiedykolwiek przeistoczyć w zjadacza tłuszczów trans, oczyszczonych węglowodanów, rafinowanych olejów oraz innej przemysłowo przetworzonej żywności. Wprost przeciwnie: odszczepieńcy przechodzący na ten rodzaj pożywienia wydają się być na wymarciu, i gdyby nie masowe stosowanie leków podtrzymujących życie (chemicznych, a ostatnio także pochodzenia naturalnego, zwanych suplementami) – pewnie już by wyginęli.

Ogólne zasady przygotowania posiłków

Nie chodzi tutaj bynajmniej o konkretne przepisy kulinarne, lecz o generalną zasadę prawidłowego odżywiania opartą na wiedzy o fizjologii ludzkiego przewodu pokarmowego, a także wiedzy o zapotrzebowaniu organizmu na substancje odżywcze, w zależności od pory dnia oraz warunków klimatycznych.

Śniadanie

W czasie snu organizm robi swego rodzaju remanent i odkłada energię w postaci tłuszczu w odpowiednich tkankach – nadmiar w tkance tłuszczowej. Dlatego po przespanej nocy zapotrzebowanie energetyczne organizmu jest zerowe. Za to mózg zgłasza zapotrzebowanie na lecytynę, która jest niezbędna dla prawidłowego funkcjonowania komórek nerwowych, a najwięcej jest jej w żółtkach jajek.

Być może nasi paleolityczni przodkowie w sezonie lęgowym ptaków zbierali duże ilości jajek, które w chłodnym klimacie stosunkowo łatwo było przechowywać, i rano, kiedy nie chce się tak bardzo jeść i przygotowywać skomplikowanego posiłku też się nie chce, na śniadanie jedli jajka? W każdym bądź razie w wielu krajach także dziś tradycyjnie na śniadanie jada się jajka.

Jajka mogą być ugotowane na miękko lub na twardo, albo usmażone na maśle, smalcu, słoninie, boczku czy bekonie. Mogą być tylko posolone albo z majonezem czy innymi dodatkami. Jeśli chodzi o ilość jajek, to nie ma tutaj jakichkolwiek ograniczeń; powinno być ich tyle, by się porządnie najeść, gdyż porządne śniadanie rzutuje na nasze dobre samopoczucie w ciągu całego dnia.

Jeśli chodzi o pieczywo, to najzdrowiej byłoby go nie jeść w ogóle. Niemniej jednak jest ono mocno zakorzenione w tradycji kulinarnej, bo wygodne w użyciu, no i smakuje nam. Toteż wystarczy, że w istotny sposób ograniczymy jego ilość, by pieczywo nie było podstawą wyżywienia, a jedynie stanowiło symboliczny dodatek, np. cienka kromka chleba grubo posmarowana masłem lub smalcem, jeśli rzecz jasna lubimy posmarowane pieczywo. Nie ma większego znaczenia, czy będzie to pieczywo razowe, zawierające pewne ilości błonnika, czy też białe, tego błonnika pozbawione, gdyż łatwo można ów błonnik uzupełnić w pozostałych posiłkach.

Drugie śniadanie

Najczęściej między śniadaniem a obiadem odczuwamy głód, zwłaszcza jeśli śniadanie było wczesne, a do obiadu jeszcze daleko. Nie jest dobrze przetrzymywać ten głód i czekać do obiadu, bowiem głód jest sygnałem organizmu mówiącym, że jakichś ważnych dla niego substancji zaczyna już brakować. Toteż drugie śniadanie warto zjeść, nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy się odchudzamy, ponieważ zjedzenie drugiego śniadania wpłynie na zmniejszenie ilości posiłku zjedzonego na obiad.

Na drugie śniadanie należy jeść kanapki z pieczywa posmarowane masłem lub smalcem, z dodatkiem grubego plastra ugotowanego mięsa bądź dobrej jakości wędliny. Jednak należy pamiętać, że o tej porze dnia wzrasta zapotrzebowanie organizmu nie tylko na substancje energetyczne, ale także na witaminy i substancje mineralne. Z tego właśnie względu do kanapki powinno się dodać rozmaite surowe warzywa, takie jak cebula, papryka, a w sezonie ogórek i pomidor. Doskonale na drugie śniadanie nadają się także sałatki warzywne.

Bardzo pożądanym dodatkiem do drugiego śniadania (również dla tych, którzy drugiego śniadania nie jedzą) jest jabłko. Jabłka zawierają około 83 % wody, a w pozostałej części niewielkie ilości białka, kwasy organiczne (jabłkowy, cytrynowy, chinowy, bursztynowy i inne), cukry (w tym cukry proste: glukozę i fruktozę), błonniki (rozpuszczalny i nierozpuszczalny), witaminy (A, B1, B2, B3 i C) oraz składniki mineralne, głównie potas, fosfor, wapń, sód, magnez, krzem i żelazo. Ponieważ większość witamin i minerałów znajduje się w skórce jabłek, należy jadać je nie obrane (po dokładnym umyciu i wytarciu).

Dobrym nawykiem jest wyjadanie pestek z jabłek, które zawierają potrzebne systemowi odpornościowemu substancje fitochemiczne oraz amigdalinę.

Jak widzimy, jabłka są jakby stworzone do tego, by systematycznie dostarczać organizmowi witaminy i minerały, a także wodę jakością znacznie przewyższającą wszelkie wody kupowane w butelkach, czego często nie bierze się pod uwagę.

Obiad

W środku dnia zapotrzebowanie energetyczne organizmu jest największe, toteż głównym daniem obiadu powinno być mięso – wołowe, wieprzowe, drobiowe lub ryb.

Ponieważ do wydalenia produktów przemiany materii powstających po zjedzeniu mięsa potrzebna jest spora ilość witamin, to mięso powinno być wagowo zrównoważone surówką, np.: 5 dkg mięsa – 5 dkg surówki; 10 dkg mięsa – 10 dkg surówki, itd. Do surówki powinno się dodać jakiś tłuszcz – śmietanę, majonez albo olej. W zasadzie taki posiłek w zupełności wystarcza, by pokryć zapotrzebowanie organizmu na substancje odżywcze, gdyż do podtrzymania życia wcale nie jest potrzebna duża ilość pożywienia, lecz jego jakość gwarantująca dostarczenie organizmowi wszystkich potrzebnych mu substancji odżywczych, którymi są: białka, tłuszcze, cukry, witaminy, minerały oraz woda. W posiłku składającym się z mięsa i surowych warzyw wszystkie te substancje znajdują się w odpowiednich ilościach i optymalnych proporcjach.

Niestety, przyzwyczajeni jesteśmy do posiłków objętościowych (będących spadkiem po okresie rolnictwa) i tradycyjnie pokutują na naszych stołach rozmaite wypełniacze, których zadaniem jest wypchanie żołądka i uzyskanie zafałszowanego odczucia sytości. Na owe wypełniacze powinniśmy zwrócić szczególną uwagę, bowiem to właśnie one stanowią dla organizmu dodatkowe, niepotrzebne obciążenie, które z czasem musi zaowocować zakłóceniem jego funkcjonowania, zwanym chorobą. Jeśli mówimy o błędach żywieniowych, to w zdecydowanej większości dotyczą one bezsensownego wypychania żołądka wypełniaczami, do których należą ziemniaki i produkty mączne, a ostatnio coraz częściej biały ryż.

Po ugotowaniu obranych ziemniaków i odlaniu wody pozostaje w zasadzie jedynie skrobia, czyli cukier oczyszczony ze wszystkich witamin i minerałów. Dla organizmu jest to sytuacja bardzo niekorzystna, ponieważ otrzymuje sporą porcję materii pozbawionej witamin, niezbędnych do wydalenia produktów związanych z jej przemianą w energię. Ze zdrowotnego punktu widzenia tego typu dania są zbędnym obciążeniem organizmu i najlepiej byłoby je z naszego jadłospisu wyeliminować, albo przynajmniej ograniczyć do niewielkiej ilości – symbolicznej. Natomiast ziemniaki ugotowane w mundurkach zachowują sporą część witamin i minerałów, toteż z powodzeniem nadają się jako dodatek do dań głównych.

Innym, niezwykle szkodliwym daniem z ziemniaków są frytki. Są dwa powody, które decydują o ich szkodliwości. Po pierwsze, są smażone na oleju, który jako tłuszcz nienasycony, poddany działaniu wysokiej temperatury, utlenia się lawinowo. Po drugie, wysoka temperatura niszczy większość witamin i soli mineralnych. W rezultacie otrzymujemy produkt energetyczny pozbawiony wszystkich wartościowych substancji, w zamian za to nafaszerowany toksynami, głównie wolnymi rodnikami tlenowymi. Najlepszym wyjściem byłoby nie jeść frytek, ale wielu z nas bardzo je lubi, więc warto znaleźć jakiś kompromis. Nic się oczywiście strasznego nie stanie, jeśli od czasu do czasu zjemy sobie porcję frytek, ale najlepiej, jeśli są one usmażone na smalcu. Po wtóre, dobrze by było zrównoważyć je surówką, podobnie jak równoważymy mięso.

Podobnymi bezwartościowymi wypełniaczami są produkty mączne oraz ryż. I nie chodzi tylko o to, że z reguły są one oczyszczone z błonnika, gdyż nawet z błonnikiem składają się głównie z węglowodanów, a to znaczy, że zbyt duże ich spożywanie nadmiernie obciąża trzustkę przyczyniając się do powstania tak zwanej cukrzycy wieku dorosłego. Ponadto spożycie nadmiernej ilości węglowodanów w połączeniu z tłuszczem prowadzi do innej tak zwanej choroby cywilizacyjnej – nadwagi. Ewidentnie szkodliwe wypełniacze z powodzeniem można zastąpić albo przynajmniej urozmaicić wypełniaczami zdrowymi – kaszą, fasolą, grochem, kalafiorem, bakłażanem.

Jeśli chodzi o zupy, tradycyjnie podawane jako pierwsze danie obiadu, to ugotowane na kościach, z dodatkiem warzyw, dostarczają organizmowi sporą porcję przyswajalnej żelatyny i błonnika. Ale powinny być świeże, nieodgrzewane, gdyż każde odgrzanie zupy powoduje bardzo duży ubytek witamin i minerałów.

Kolacja

Wieczorem, u schyłku dnia zapotrzebowanie energetyczne organizmu maleje, a i zdrowy rozsądek podpowiada, żeby nie jeść ani późnych, ani obfitych kolacji, bo nie można zasnąć, a po zaśnięciu sen jest niespokojny. Do przygotowania kolacji najbardziej nadają się takie produkty, jak: podroby (szczególnie smażona wątróbka), ryba (smażona, wędzona, solony śledź), a od czasu do czasu także twaróg z wiejskiego mleka ze szczypiorkiem lub podpuszczkowy ser dojrzewający. Do tego może być jakaś kasza, która ze skwarkami może stanowić samodzielne danie, albo placki ziemniaczane, a nawet frytki.

Podjadanie (jedzenie między posiłkami)

Nie jest dobrze podjadać między posiłkami głównymi, ale jeszcze gorzej jest głodować. A już karygodnym błędem jest jeść produkty lekkostrawne wywołujące gwałtowne wahnięcia glukozy we krwi. Toteż dobrym wyjściem w przypadku wystąpienia głodu jest wypić koktajl błonnikowy albo zjeść jakąś kanapkę z wędliną lub żółtym serem, sałatkę warzywną, nasiona roślin oleistych – orzechy ziemne, laskowe, włoskie, albo gorzką czekoladę z orzechami.

Solenie posiłków

Truizmem będzie stwierdzić, że tylko smaczny posiłek może wyjść nam na zdrowie. Podstawową przyprawą nadającą potrawom smak jest sól. Bez soli żaden posiłek nie jest smaczny, ale posiłku przesolonego także nie można zjeść. Wychodzi na to, że nasze zmysły wyczuwają zarówno niedobór, jak i nadmiar soli. Czy zatem sól należy do niezbędnych składników pożywienia, których zarówno niedobór jak i nadmiar wywołują specyficzne objawy?

Solenie jest jedną z pierwszych metod konserwowania żywności, popularną przed erą lodówek. W tej metodzie wykorzystuje się fakt, że substancje organiczne, ulubiona pożywka drobnoustrojów, po zasoleniu stają się dla nich niejadalne. W zasadzie to żaden wynalazek, ponieważ natura już dawno wykorzystywała i wykorzystuje do teraz tę specyficzną cechę soli. Na przykład nasz własny organizm utrzymuje jałowość dzięki zasoleniu soku żołądkowego, surowicy krwi, moczu, potu, łez. Niesłoni jesteśmy po prostu pożywką dla drobnoustrojów.

Dlaczego zatem medycyna oskarża sól o powodowanie chorób i każe jej unikać? Sól (NaCl) to związek dwóch niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu pierwiastków – chloru i sodu. Sód odpowiada za utrzymanie prawidłowego ciśnienia osmotycznego płynów ustrojowych, w tym ciśnienia krwi. Niedobór sodu skutkuje spadkiem ciśnienia krwi wskutek odwodnienia. Medycynie to wystarczy, by wyciągnąć prosty wniosek – sól jest przyczyną wysokiego ciśnienia krwi, w związku z czym wprowadzone zostały medyczne normy ilości spożywanej soli.

Wniosek, jaki nasuwa się sam, jest taki, że powinniśmy kierować się własnym zmysłem – smakiem, gdyż tak właśnie nasi przodkowie postępowali przez tysiące lat, także wówczas, gdy nie była znana powszechna dzisiaj choroba – nadciśnienie.

Kolejny mit związany z solą, to jej rodzaj – że sól oczyszczona jest gorsza, bo nie zawiera występujących w soli kopalnej minerałów. A ileż tych minerałów może zwierać szczypta soli? Może to mieć jakieś znaczenie dla organizmów wykazujących skrajny deficyt minerałów, ale w normalnych warunkach żadnego znaczenia nie ma.

Picie płynów

Stężenie wydzielin, takich jak ślina, enzymy i soki trawienne, zależy od zawartości w organizmie wody. Kiedy one zgęstnieją – odczuwamy pragnienie każące uzupełnić niedobór wody. Mądry człowiek, kiedy chce mu się pić – pije, a kiedy nie chce mu się pić – nie pije. Nie potrzeba do tego żadnych instrukcji nakazujących wypijanie iluś tam litrów wody codziennie, a jednocześnie nie pić ileś tam minut przed jedzeniem, w trakcie jedzenia i jakiś czas po jedzeniu.

Czymś innym jest popijanie w trakcie posiłku, w celu połknięcia każdego kęsa. Najczęściej ludzie tego niezdrowego nawyku nabywają w dzieciństwie, gdy niecierpliwa matka stosuje wobec niechcącego jeść dziecka podły podstęp, czyhając przy jego buzi z garnuszkiem, by wlać mu jakiś napój, wymuszając tym sposobem połknięcie niepogryzionego pożywienia. A czym skorupka za młodu…

Jedzenie polega na dokładnym pogryzieniu pożywienia oraz nawilżeniu i zmieszaniu go ze śliną do postaci, w której daje się swobodnie przełknąć, co daje pewność, że pokarm został należycie przygotowany do dalszego trawienia. Ten prawidłowy sposób jedzenia wymaga wprawdzie nieco czasu, ale za to pozwala delektować się posiłkiem. Umożliwia także wypełnienie jelita czczego masą pokarmową jeszcze w trakcie jedzenia, a więc uzyskujemy efekt sytości, zanim jeszcze wstaniemy od stołu. Tym sposobem łatwiej możemy uniknąć przejedzenia.

Jak widzimy, by prawidłowo się odżywiać nie jest potrzebna „fachowa” instrukcja: ile razy kęs pożywienia należy pogryźć – 30 czy może 300, bo, choć brzmi to irracjonalnie, podobne instrukcje istnieją. Nie są też potrzebne medyczne normy picia litrami płynów każdego dnia, by rozcieńczyć krążące we krwi toksyny i w sztuczny sposób uzyskać zmniejszenie toksemii organizmu.

Czym się zatem kierować, pijąc wodę oraz inne płyny?

Pij, kiedy masz ochotę: jeśli przed posiłkiem poczujesz pragnienie – napij się, jeśli podczas posiłku poczujesz pragnienie – napij się, jeśli po posiłku poczujesz pragnienie – napij się, ale nie pij tylko po to, by przełknąć kęs pożywienia, którego nie chciało ci się dokładnie pogryźć.

Autor: Józef Słonecki

Tekst pochodzi ze strony: http://portal.bioslone.pl/

Zobacz też: Piramida zdrowego odzywiania wg Biosłone

DODAJ KOMENTARZ

Biegnąca z Wilkami

Postaram się przystępnie przedstawić motywy zawarte w 'Biegnącej z Wilkami' dr Clarissy Pinkoli Estes.

Ja i Moje Oczy

blog dla osób interesujących się tematyką leczenia oczu

Jestem za, a nawet przeciw

...obok przemyślanych i inteligentnych listów zdarzało mi się otrzymywać zapalczywe, choć niezbyt mądre listy od dwóch grup dogmatyków – fundamentalistycznych chrześcijan i fundamentalistycznych materialistów. Fundamentalistyczni chrześcijanie wmawiali mi, że jestem sługą Szatana i powinienem jak najszybciej poddać się egzorcyzmom. Natomiast fundamentalistyczni materialiści informowali mnie, że jestem kłamcą, szarlatanem, oszustem i skandalistą. Mimo tych drobnych różnic listy te były do siebie zdumiewająco podobne. Obie grupy cechowała niepohamowana zaciekłość oraz całkowity brak poczucia humoru, życzliwości i dobrych obyczajów. Te dwie straszne sekty jedynie pomogły mi utwierdzić się w agnostycyzmie, dostarczając dalszych dowodów na rzecz mojej tezy, że kiedy dogmat zakrada się do umysłu, ustaje wszelka aktywność intelektualna. [Robert Anton Wilson "Kosmiczny spust czyli tajemnica Iluminatów"]

VANDALSKIE i LECHICKIE KORZENIE

"Czytaj wszystko, słuchaj każdego. Nie dawaj wiary niczemu, dopóki nie potwierdzisz tego własną wnikliwą analizą" William "Bill" Cooper

PRACowniA

Obudzić się. To wszystko.

Thoughts NOT Mine

gang stalking / electronic harassment / kontrola umysłu / gaslighting / targeted individual

savoir vivre i nowa klasa średnia

savoir vivre to piękne życie

Zdrowie w naturze

Twoje pożywienie powinno być lekarstwem, a twoje lekarstwo powinno być pożywieniem

Queen Poland

The biggest polish site about Queen